piątek, 14 czerwca 2013

Rozdział 18.

-Co ty tu robisz?!- zadawali miliony pytań.
-Stoję.- odpowiedziałam ze spokojem.
-El wie gdzie jesteś?- zapytał Lou.
-Sprawdź liczbę nieodebranych połączeń.- poleciłam.
-Cholera.- powiedział po włączeniu telefonu. -64.
-138.- uniosłam swoją komórkę w górę, uśmiechając się.
Podczas, kiedy Louis dzwonił do Eleanor, ja wciąż byłam przesłuchiwana przez resztę. Po tonie głosu bruneta stwierdziłam, że będzie to długa rozmowa, więc na spokojnie wyjaśniłam wszystko pozostałej czwórce. Gdy kończyłam, do pokoju akurat wszedł brunet.
-Sky, musimy porozmawiać.- powiedział poważnie.
-Mów.- odpowiedziałam. I tak dobrze wiedziałam, co powie i szczerze, wisiało mi to.
-Co ty sobie wyobrażałaś?
-Nic.
-Po prostu spakowałaś się i wyszłaś z domu zostawiając Eleanor tylko liścik, nie myśląc NIC?
-No.- przewrócił oczami. -Jezu, Lou, chciałam was odwiedzić i tyle.
-Ugh, ok, teraz już i tak nic z tym nie zrobimy. Zostajesz z nami do końca tygodnia, a potem odsyłamy cię do domu.
-Jesteś najlepszy.- wstałam z kanapy i z szerokim uśmiechem go przytuliłam.
-A ile mnie to kosztuje...- westchnął. -Jest jeszcze coś.- powiedział, kiedy się od siebie odsunęliśmy. -Jutro idziemy na imprezę.- widząc zadowolenie na mojej twarzy od razu kontynuował. -Mówiąc my mam na myśli mnie, Liama, Nialla, Zayna i Hazzę.
-A ja?- wykrzywiłam twarz w grymasie.
-Chciałabyś.
-Ech, no dobra. A co teraz?
-Odpoczywamy po koncercie.- wtrącił się Harry. Nie wiem czemu, ale nagle spojrzałam w stronę Zayna. Robił coś w telefonie. Chciałam - nie - MUSIAŁAM z nim porozmawiać. Tylko najgorsze było to, że sama nie miałam pojęcia, co do niego czuję, ale gdy tylko go widzę... Sky, ogarnij się! Tak  naprawdę w ogóle nie wiesz, czy mu na tobie zależy!

*Perspektywa Zayna*

Sky tutaj? Nigdy bym się tego nie spodziewał, chociaż na jej miejscu mógłbym zrobić to samo. Bradford Bad Boy. Nie wiem, jak to teraz będzie wyglądało. Nie jest mi obojętna - to na pewno. Nie mam pojęcia, co robić, musimy zostać sami...

*Perspektywa Louisa*

Nie wierzę w tą dziewczynę! Czasami przechodzi samą siebie, a jej obojętność może wyprowadzić z równowagi. Przekonałem El, żeby została na tydzień u nas. W szkole i tak starsi mają chyba jakieś testy, więc na jedno by wyszło. 
Jej sytuacja zaczynała mnie lekko niepokoić. Nie jestem tym, który może bronić jej imprez, ale boję się, że znów schodzi na złą drogę...

*Perspektywa Sky*

-Nie gram z tobą!- krzyknęłam, kiedy po raz kolejny przegrałam z Niallem w fife. -Rozumiem, że jestem w to beznadziejna, no ale 15-0?!
-A może jednak kolejny meczyk?- wyszczerzył się blondyn.
-Black przegrała? No nie wierzę!- z kuchni przyszedł zdziwiony Liam.
-Bo to jakaś durna piłka!- broniłam się.
-Co nie zmienia faktu, że przegrałaś!- zawołał wesoło Niall.
-Wal się.- syknęłam, pokazując mu środkowy palec, na co wszyscy się roześmiali.
Uwielbiałam ich. Tak, właśnie przyznałam, że kochałam kolesi, których jeszcze niedawno chciałam pozabijać. Traktowałam ich jak starszych braci. No, może poza jednym...
Z każdą minutą czułam, jak moje powieki stawały się coraz cięższe. Dziś spałam u Hazzy (dwadzieścia minut krzyku i obrażania się, bo biedny nie umie grać w papier, kamień, nożyce), a jutro na kanapie. Luz. W związku, że dochodziła trzecia postanowiłam się położyć. Zebrałam wszystkie rzeczy i poszłam do pokoju. Krzyknęłam "dobranoc" i zamknęłam oczy.

*Następny dzień*

Obudziło mnie słońce wpadające do pokoju przez wielkie okno. Szlag by je trafił. Niechętnie podniosłam się z łóżka Harry'ego i wlazłam do łazienki (ten tourbus coraz bardziej zaczynał mi sie podobać). Tam wzięłam prysznic, umyłam zęby i się umalowałam, a następnie wyjęłam ze swojej walizki TEN KOMPLET. Całkiem już ogarnięta ponownie walnęłam się na łóżku i wzięłam do ręki telefon. Weszłam na twittera, głownie po to, żeby skontaktować się z Amy, jednak chwilę później zobaczyłam jedną nową interakcję. Kliknęłam i wyświetliła się wiadomość od Louisa - "za chwilę wychodzimy na śniadanie, może zaszczycisz nas swoją obecnością?x". Co? Zaciekawiona wstałam i udałam się do pomieszczenia przypominającego kuchnię. Cała piątka była pochłonięta rozmową o jakimś meczu i spojrzeli na mnie dopiero, kiedy odchrząknęłam.
-Jest i nasza buntowniczka.- uśmiechnął się Harry. -Jak świetnie spało się w moim łóżku?
-Naprawdę tak trudno jest po prostu zawołać?- spojrzałam na Tomlinsona, ignorując wcześniejszą wypowiedź loczka.
-Pomyślałem, że w ten sposób łatwiej do ciebie dotrze.- zaśmiał się.
-Dzięki.
-Ej, możemy już iść? Umieram z głodu!- wtrącił się Niall.
-Dlaczego mnie to nie dziwi...- westchnął Zayn, na co wszyscy, oprócz Horana, się roześmiali.
Chwilę później wychodziliśmy z tourbusa. Wystarczyło, że tylko wystawiłam z niego nogę, już usłyszałam pisk. Ogromny pisk. Chłopcy nie wydawali się być zaskoczeni faktem, że kilka metrów dalej, za wysoką kratą, stało około setki fanek. Nie mają co robić o 9:00? Podeszli do nich, porobili zdjęcia, dali autografy, po czym wrócili do mnie i wspólnie poszliśmy do restauracji znajdującej się na terenie miejsca, w którym byliśmy.
Po śniadaniu postanowiłam wyjść na miasto. Chłopaki mieli wywiad za godzinę, a ja nie chciałam siedzieć sama. Po długim wyrywaniu się z tłumu fanek - które niestety mnie rozpoznały - poszłam na zakupy. Długo tam nie byłam, ponieważ nic nie zwróciło mojej uwagi + wciąż czułam na sobie milion spojrzeń. Jezu.
Następnym przystankiem była kawiarnia. Po wygodnym rozsiedzeniu się na fotelu, wyciągnęłam telefon i przez jakąś godzinę rozmawiałam z Amy. Dowiedziałam się, że podczas testów końcowych nasza klasa ma dwie-trzy lekcje dziennie, więc dużo nie stracę. Jason wrócił. Próbowała z nim gadać, ale "jest wiecznie zajęty". Dupek - czyli w tej kwestii nic się nie zmieniło.
Wychodząc z kawiarni zaczepiła mnie jakaś dziewczyna w moim wieku.
-Sky?- zapytała.
-No.- przytaknęłam, popijając kawę.
-Odpierdol się od chłopaków. Myślisz, że się na nich wypromujesz?
-Słucham?- zadławiłam się gorącym napojem.
-Każda directionerka cieszyła się, że chociaż na trasie cię nie będzie, ale oczywiście musiałaś przyjechać, żeby się pokazać!
-Ja pierdolę, słuchaj dziewczynko, gdyby zależało mi na promocji to pewnie teraz siedziałabym z nimi na wywiadzie lub już dawno wskoczyła któremuś do łózka. A poza tym, podziwiam cię, że shejtowałaś mnie normalnie, nie na twitterze.- uśmiechnęłam się, co doprowadziło ją do jeszcze większego szału. Gdy otwierała usta, żeby coś powiedzieć przerwałam jej. -Chill, bitch.- po czym po prostu odeszłam.
Co się własnie wydarzyło? Ugh, chyba zaliczyłam pierwszą napaloną fankę. Szmata. W drodze powrotnej na szczęście obyło się bez podobnych incydentów, kilka osób zatrzymało się, żeby ze mną porozmawiać, ale były miłe. Pytały, jacy oni są i takie tam. Widać było, że są szczęśliwe mogąc tylko o tym słyszeć. Całkiem słodkie. To znaczy... porównując do poprzedniej.
Chłopaki pewnie skończyli już wywiad, więc postanowiłam pójść pod halę, na której odbywał się dzisiejszy koncert. Wszyscy ochroniarze mnie już znali, także nie było większych problemów z wejściem. Usiadłam na kanapie za kulisami i czekałam.
Pojawili się po jakiś piętnastu minutach.
-Hej, co ty tu robisz?- zapytał Niall.
-Nie wiem, będę bardzo przeszkadzać, jak posiedzę tu na koncercie?
-No co ty.- od razu odpowiedział Zayn z uśmiechem. Chyba zbyt od razu, bo reszta natychmiast popatrzyła na niego jednoznacznym wzrokiem. Wolałam nie wiedzieć, co sobie teraz myśleli, chociaż ich cwane uśmieszki zdradzały wszystko. -No, to ten... Może zrobimy próbę?- dodał zmieszany mulat.
-Oczywiście, próbę.- zaśmiał się Liam i wspólnie poszli na scenę.
Sprawdzanie dźwięku i wszystkie inne pierdoły trwały jakieś pół godziny. Potem chłopaki zaczęli się wygłupiać. "Tańczyli" do najróżniejszych piosenek puszczanych na arenie. Patrząc na nich po prostu nie mogłam uwierzyć, że mają minimum dziewiętnaście lat.
Kiedy wreszcie skończyli swoje popisy, obsługa zaczęła przygotowywać halę, a oni sami poszli szykować się do występu. Chwilę później wpuszczano już ludzi. Z racji tego, że połowa sali była już wypełniona i zaczął grać support, także postanowiłam pójść się przebrać. Wybrałam TO i wyprostowałam włosy.
Wróciłam akurat w chwili, kiedy zespół poprzedzający chłopaków skończył. W momencie, kiedy na scenę wskoczyli Zayn, Niall, Harry, Liam i Louis dziewczyny oszalały!
Po pół godzinie zaczęło mi się trochę nudzić. Znałam ich na co dzień, więc nie ekscytowałam się tak bardzo, jak te wszystkie osoby. W pewnej chwili podeszła do mnie Lou - stylistka chłopaków. Dobrze mi się z nią rozmawiało do samego końca koncertu. Kiedy skończyli śpiewać ostatnie wersy What Makes You Beautiful (ugh, skąd ja znam nazwę tej piosenki?!), pogadali jeszcze trochę, po czym zeszli na kulisy.
-I jak?- zapytał Harry uśmiechając  się szeroko.
-Świetnie, jak zwykle zresztą!- zawołała Lou.
-Ta, byliście nieźli.- dodałam.
-Nieźli? Nieźli?! Skylar Black, grabisz sobie.- zbulwersował się loczek. Podroczyliśmy się jeszcze do momentu, kiedy poszli się przebrać.
-Ty nie idziesz?- zapytałam Zayna, który nie dołączył do pozostałej czwórki.
-Emm... Właściwie to... Chciałem z tobą porozmawiać.- wbił wzrok w podłogę.
-No to dawaj.- zachęciłam.
-Nie... To znaczy, na osobności.
-Przecież jesteśmy sami.- zaśmiałam się cicho.
-Sky, mam na myśli... To ważne.- spojrzał na mnie.
-No dobra... To może gdzieś wyjdziemy przed tą waszą imprezą i wtedy wszystko mi powiesz?- zaproponowałam.
-Świetnie.- uśmiechnął się. -Muszę iść się przebrać...
-Pewnie, idź.
-Do zobaczenia, Sky.- powiedział, po czym zniknął za drzwiami garderoby. Motyle w brzuchu. Cholera. Co ten człowiek ze mną robił? Na pewno nic dobrego. Po co ja w ogóle zaproponowałam to spotkanie?! Ugh, czasami nie wierzyłam w swoją głupotę.

*Dwie godziny później*

Siedziałam własnie na kanapie i oglądałam jakiś beznadziejny program. Chłopaki zaczynali się szykować na imprezę. Kiedy zrezygnowana wyłaczyłam telewizor, podszedł do mnie Zayn.
-Chcesz teraz pogadać?- zapytałam.
-Prawie. Chcę cię gdzieś zabrać i dopiero wtedy porozmawiać.
-Gdzie?
-Nie powiem.- uśmiechnął się łobuzersko.
-W takim razie nigdzie nie idę.
-W takim razie cię zaniosę.- zaśmiał się. O Boże, jego śmiech. Chyba najsłodsza rzecz jaką kiedykolwiek słyszałam.
-Daj mi dwadzieścia minut.- wstałam z łóżka i weszłam do łazienki (wywalając z niej Nialla). Zaczęło się ściemniać, więc PRZEBRAŁAM się i poprawiłam makijaż. –Gotowa.- powiedziałam, wychodząc z łazienki. Zayn popatrzył na mnie i otworzył usta. –Aż tak źle?- westchnęłam z grymasem na twarzy.
-Co? Nie, jest świetnie... Wow.- uśmiechnęłam się, starając się ukryć rumieńce.
-To... idziemy?- zapytałam zmieszana.
-Chodź.- posłusznie wyszłam za nim. Przeszliśmy na parking i wsiedliśmy do czarnego porsche.
-Powiesz mi już, gdzie jedziemy?- zapytałam, przerywając krępującą ciszę.
-Nie.- odpowiedział szybko, na co mimowolnie się zaśmiałam.
Po jakiś trzydziestu minutach byliśmy w parku na obrzeżach miasta. W połączeniu z zaciemnionym niebem i kilkoma świecącymi gwiazdami wyglądało to cudownie. Nagle zrozumiałam, o co chodziło Zaynowi. Chciał, żebyśmy byli tylko we dwójkę - bez reporterów, czy fanek.
-Dlaczego nie poszedłeś z nimi na imprezę?- wypaliłam. No pięknie Black, zamiast pochwalić miejsce, pytaj o największe pierdoły.
-Nie miałem ochoty...
Szliśmy przez park w zupełnej ciszy. W końcu nie wytrzymałam.
-Nie jestem ci obojętna, prawda?- zapytałam, zatrzymując się.
-Nie, nie jesteś.- odpowiedział, patrząc mi w oczy. -A czy ja jestem tobie obojętny?
-Nie...- wbiłam wzrok w swoje, całkiem ładne, buty.
-Więc co teraz?- podniósł mój podbródek do góry, żebym na niego spojrzała.
-Nie wiem...- patrzyliśmy sobie w oczy, nasze twarze dzieliły milimetry. Jego zapach. W końcu Zayn lekko musnął moje usta. W momencie, w którym najbardziej pragnęłam więcej, mulat odsunął się.
-Wracajmy.- powiedział, lekko się uśmiechając.
Tym razem droga w samochodzie była inna. Co prawda wyjaśniliśmy sobie najważniejszą rzecz, no i ten pocałunek... Ale wciąż nie ustaliliśmy, co dalej.
W tourbusie na szczęście nikogo już nie było. Chociaż z drugiej strony oznaczało to, że jestem skazana na bycie sam na sam z Malikiem. Chcąc odłożyć torebkę ruszyłam w stronę swojego kącika, kiedy nagle zostałam gwałtownie odwrócona, a chwilę później czułam gorące usta Zayna na swoich. Nie miałam pojęcia, jak dotarł tu tak szybko, ale jego zachłanne pocałunki sprawiały, że przestałam się nad tym zastanawiać. Przycisnął mnie do ściany, ani razu się ode mnie nie odrywając. Wplotłam ręce w jego włosy, nogami oplatając biodra. Gdy przerwaliśmy, aby złapać oddech Zayn spojrzał na mnie, pociemniałymi z pożądania, oczami.
-Nawet nie wiesz, jak długo na to czekałem.- szepnął, a jego wzrok jakby szukał pozwolenia. Nie odezwałam się, ale w odpowiedzi wpiłam w jego usta. Podtrzymał mnie mocniej i przeniósł spod ściany w kierunku łózka Harry'ego. Rozplątałam nogi z uścisku i pchnęłam mulata na miękką własność loczka, siadając na nim okrakiem i nie przerywając pocałunków.
-Gdzie są te cholerne... CO TU SIĘ, DO CHOLERY, DZIEJE?!- nagle zwróciliśmy nasze głowy w kierunku drzwi. Nie. Błagam, tylko nie to! Kilka kroków dalej stał wściekły Louis. Natychmiast zeskoczyłam z Zayna, układając potargane włosy. Chociaż się teraz nie widziałam, dałabym sobie uciąć głowę, że moja twarz była sto razy bardziej czerwona, niż najbardziej dojrzały burak. Przerażona spojrzałam na Tomlinsona i odkryłam, że wcale nie patrzył na mnie, a na Zayna. -Sky, idź zobacz, czy nie ma cię na zewnątrz.- wycedził ze złością, nie odrywając wzroku od mulata.

*Perspektywa Louisa*

Nie ma nas niecałą godzinę, a tu już dzieją się takie rzeczy?! Nie wierzę w niego! Wykorzystuje Sky dla własnych korzyści, a nawet nie są razem! Nie chcę myśleć, jak daleko by się posunęli, gdybym nie zapomniał telefonu.
-Mogę wiedzieć, co ty, kurwa, wyprawiasz?!- krzyknąłem.
-Daj spokój, nic się nie wydarzyło.
-Siedemnastoletnia dziewczyna, z którą wymieniasz DNA to nic?!
-Odpuść.
-Zayn! Powtarzam, siedemnaście lat!
-Sam dobrze wiesz, że jest dużo dojrzalsza.- co on w ogóle pieprzył?! Oprócz tego, że prawie Sky.
-Jak widać jest jedynie głupsza, jeśli dała się tobie omotać!
-Dobra, wiem, zrobiłem źle, nie myślałem, ale przestań się drzeć!
-Mówisz, jakby nic się nie stało! Wiesz, co powiedziałaby Eleanor?!
-Ale do niczego nie doszło!- również zaczął krzyczeć.
-Nie wkurzaj mnie, czy gdybym wam nie przeszkodził, nic nie zrobilibyście nic więcej?- zapytałem, na co Malik umilkł. -Tak właśnie myślałem.- dodałem, po czym odwróciłem się na pięcie i bez słowa wyszedłem. Na zewnątrz siedziała skulona Sky.
-Lou...- kiedy mnie zobaczyła natychmiast wstała.
-Rano wracasz do domu.- przerwałem jej. Już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, ale ją minąłem, udając się w niewiadomym kierunku.

____________________________
Heeeeeeej :)
Na wstępie dziękujemy za komentarze, bo mimo, że były wymuszane szantażem to i tak są baaardzo miłe :)
Mamy nadzieję, że rozdział się podobał, piszcie, co o nim myślicie, to dla nas super-ważne :D
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
PS. Następny rozdział pojawi się nie wiadomo kiedy, bo ja wyjeżdżam na zieloną szkołę, a Marta będzie się starać pisać jak najwięcej, ale samemu zawsze trudniej. 

wtorek, 4 czerwca 2013

Rozdział 17.

*Dwa tygodnie później*

Z Zaynem już w porządku. W zeszłym tygodniu wypuścili go ze szpitala, a już za dwa dni wyjeżdża z resztą na jakąś trasę. Ale co z nami? Tego nie wiedziałam. Czułam coś do niego, on chyba też, ale żadne nie chciało na razie się wiązać... Znaczy, Zayn nie chciał... To wszystko było zbyt skomplikowane. Kiedy jesteśmy we dwoje, przytulamy się, śmiejemy, ale gdy tylko pojawia się reszta, wszystko znika. Kompletnie tego nie pojmuję. Jason? Przez ostatnie tygodnie był na "niespodziewanym wyjeździe". Tchórz. Nie miał odwagi spojrzeć mi w oczy i tyle. Nie wiem, co będzie z nasza przyjaźnią. Za kilka dni ma egzaminy, więc musi się pojawić.
Idąc szkolnym korytarzem natknęłam się na Jake'a i Carlosa - chłopaków ze starszej klasy.
-Hej, co tam?- zapytałam, witając się z nimi.
-Jakoś leci. Sky, chcesz przyjść do nas na domówkę?
-Kiedy?
-W piątek, trzeba się odstresować przed testami.- Carlos uśmiechnął się łobuzersko.
-Ile osób ma być?- nie chciałam powtórki z imprezy Jasona.
-Nie wiemy, ale raczej nie za dużo. Tylko nasz rocznik, może trochę starszych.
-W takim razie przyjdę z Amy.- uśmiechnęłam się.
-Nie ma sprawy.- odpowiedzieli chórem, po czym się rozeszliśmy.
Lekcje były nudne, jak zwykle. Dostałam pałę z matmy. O nie. Ostatnio chodzę do szkoły tylko po to, żeby po prostu być, a do ocen w ogóle nie przywiązuję wagi.
Wracałam razem z Amy. Wtajemniczyłam ją, co do piątkowej imprezy. Miałyśmy jeszcze dwa dni, ale warto się przygotować. Jak zwykle wpadłyśmy jeszcze do Starbucksa i się rozeszłyśmy.
-Hej.- przywitała mnie kuzynka, kiedy weszłam.
-No cześć.- uśmiechnęłam się. -Dostałam zaproszenie na imprezę w piątek, mogę iść, prawda?
-Gdzie?
-U kolegów.
-Których?
-Z klasy.- skłamałam.
-No dobra. Tylko się pilnuj.
-Pewnie.- uśmiechnęłam się. -Dzięki.- powiedziałam, po czym przytuliłam ją i poszłam do siebie.
Rzuciłam torbę w kąt pokoju i weszłam na twittera. Dostałam nawet sms'a od Zayna. Pogadałam z nim chwilę. Znów był... normalny? Czyli pewnie nikogo nie było wokół. Ugh, nie rozumiem tej relacji.

*Dwa dni później*

-Halo?- powiedziałam zaspanym głosem do słuchawki. Spojrzałam na zegarek - 5:30. Co za menda dzwoni o tej porze?
-Dziś piątek!- usłyszałam radosny głos Amy.
-Fajnie. I co z tego?- odpowiedziałam wkurzona.
-Co z tego?! Impreza Jake'a i Carlosa!
-Ja pierdolę. I budzisz mnie tylko po to?
-Mmm... tak? Chociaż i tak powinnaś już wstać i myśleć, co założysz! A właśnie, co ty na to, żeby zrobić sobie wolne od szkoły i pójść na małe zakupy?- kochałam ją, ale w tym momencie chciałam rozszarpać. 
-Pa, Amy.- rozłączyłam się i znowu starałam się usnąć. Pięć minut, dziesięć, piętnaście... Nie dało się. Zabiję szmatę. W końcu się podniosłam i usiadłam na łóżku. Pomysł zakupów nie był taki zły, zważywszy na to, co miałam w szafie. Nikt nie musi wiedzieć o wagarach, najwyżej Zayn napisze mi jakieś zwolnienie. Szybko napisałam Amy sms'a i zaczęłam się szykować. Wyciągnęłam TEN zestaw, ubrałam się, umalowałam i zeszłam na dół. Podczas jedzenia odebrałam wiadomość, że przyjaciółka już czeka pod domem. Szybko zebrałam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam.
-No hej.- uśmiechnęła się Amy, kiedy wsiadłam do jej czerwonego kabrioletu.
-Cześć.- pocałowałam ją w policzek. -Gdzie konkretnie jedziemy?- zapytałam.
-Wszędzie po kolei?- zaśmiała się i ruszyła.
Do centrum handlowego dotarłyśmy po jakiś dwudziestu minutach. Obeszłyśmy dosłownie każdy sklep, żeby w końcu kupić dwa idealne zestawy. Amy wybrała TEN. Będzie wyglądać świetnie. Ja postawiłam na TO. Zmęczone łażeniem usiadłyśmy jeszcze na kawie i lodach.
-Jak tam ci się układa?- zapytała nagle.
-Co masz na myśli?- zmarszczyłam brwi, nie bardzo wiedząc, o co chodzi.
-No wiesz... Z Zaynem...- zaczęła nerwowo bawić się palcami, na co wybuchnęłam śmiechem. -No co?
-Mnie i Zayna nic poważnego nie łączy.- nie do końca skłamałam. Bo to nie było nic poważnego, prawda?
-Sky, kiedy wreszcie przestaniesz się oszukiwać?
-Nie mam pojęcia, o czym mówisz. O czym wy wszyscy mówicie. Zayn jest fajny, ale nie sądzę, żeby coś z tego wyszło.
-Ugh, chociaż przyznałaś, że ci się podoba.
-Ja wcale nie...
-Tak, tak, chodźmy już!- wstała i śmiejąc się pociągnęła mnie za rękę w stronę wyjścia.
-Am, co my tak właściwie będziemy robić przez następne...- spojrzałam na zegarek, żeby sprawdzić, ile zostało do zakończenia lekcji. -Dwie godziny?- jęknęłam.
-Ciuchy już mamy, może kosmetyczka?- zaproponowała, na co przytaknęłam. -Więc w drogę.- uśmiechnęła się.

*Cztery godziny później*

Zajęło to dłużej, niż oczekiwałyśmy, ale po tych kilku godzinach wyszłyśmy wreszcie z salonu. Obydwie miałyśmy teraz mocny makijaż, pomalowane paznokcie i idealnie ułożone fryzury.
-To co, na chwilę do ciebie, a potem prosto do Carlosa i Jake'a?- zapytała Amy.
-El jest na jakimś pokazie, więc spoko.
Po jakiś 20 minutach byłyśmy już w domu. Weszłyśmy na twittera, żeby zobaczyć, czy ludzie są podekscytowani. Okazało się, że większość nawet nie wiedziała, że tam będziemy – może i lepiej... Zanim się obejrzałyśmy, taksówka już na nas czekała. Nakręcone szybko wyszłyśmy i do niej wsiadłyśmy. Po niedługim czasie byłyśmy pod domem Carlosa. Domem? To była willa! Dudniącą muzykę można było usłyszeć już z parunastu metrów. To, co zadzwiło nas na pierwszy rzut oka to ilość ludzi. Mówili, że będzie kilkadziesiąt osób, nie kilkaset! 
Już przy samym wejściu przywitały nas okrzyki imprezowiczów. Sprawiali wrażenie, jakby byli tu od przynajmniej godziny, kiedy w rzeczywistości całe wydarzenie zaczęło się kilkanaście minut temu.
Większość ludzi wyglądała na starszych, ale nam to nie przeszkadzało. Szczerze mówiąc, nawet to lepiej, niż niektórzy z naszej klasy.
W środku było już lepiej. Amy od razu powędrowała w kierunku barku z procentami. Zaśmiałam się cicho, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Każdy normalny człowiek ma prawo wypić, a ja muszę w końcu nauczyć się pilnować. Nie mogłam po tym wszystkim tak po prostu rzucić się w wir wódki.
Po krótkich poszukiwaniach znalazłam Jake’a i Carlosa. Usiadłam z nimi, a niedługo potem doszła do nas Amy z drinkiem w ręku. Po drodze poznałam jeszcze z tysiąc osób, z czego zapamiętałam może trzy imiona.
-Tak w ogóle, nieźle wyglądacie, dziewczyny.- zaczął Jake, kiedy siedzieliśmy na białej, skórzanej sofie.
-Wiemy o tym.- zaśmiała się Am.
-Sky, masz ochotę zatańczyć?- zapytał nagle Carlos.
-Jasne.- uśmiechnęłam się w jego stronę i wstałam.
Impreza strasznie mi się podobała. Dobra muzyka, ludzie ogólnie cały klimat! Tańczyłam dosłownie ze wszystkimi, z małymi przerwami na złapanie oddechu. Podczas jednej z nich usiadłam obok mojego towarzystwa. Podszedł do nas Chris, chłopak z klasy gospodarzy.
-Idziecie z nami?- zapytał.
-Gdzie?- odpowiedział Carlos pytaniem na pytanie.
-Towar się kończy, a poza tym, idziemy się lepiej zabawić.- uśmiechnął się łobuzersko. Carlos spojrzał na mnie pytająco.
-Czemu nie.- wzruszyłam ramionami i razem z Amy poszłyśmy za nim.
Na dworzu zebrała się grupka około piętnastu osób. Szliśmy ulicą, śpiewaliśmy, darliśmy się jak pojebani. Byłam trzeźwa, ale biorąc pod uwagę stan innych, dużo to nie zmieniało. Kilka zakrętów w boczne uliczki i kompletnie straciłam orientację w terenie. Nagle poczułam, że ktoś się do mnie przytula. Myślałam, że to Amy, ale się myliłam. Był to jakiś wysoki chłopak, którego imienia nie pamiętałam. Na początku potraktowałam to jako żart, jednak kiedy nie chciał mnie puścić zaczęłam się denerwować. W między czasie zabawa się rozkręcała i chłopaki zaczęli puszczać petardy. Huk był ogromny! Wszyscy się śmialiśmy.
-Hej! Co wy tam robicie?! Nie ruszać się!- usłyszeliśmy krzyki zza pleców, przerywane szczekaniem psa.
-Cholera.- wypowiedzieli wszyscy prawie jednocześnie. Policja. Byli tu i prawie nas mieli. Każdy zaczął biec przed siebie. Ja dodatkowo musiałam się jeszcze wyrwać temu kolesiowi, który był już chyba bardzo wstawiony, bo nie wiedział, co się dzieje. Kiedy już mi się to udało, puściłam się pędem. Fakt, że było koło trzeciej nie ułatwiał sprawy. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym się nie wywaliła. Potknęłam się o jakąś gałąź, czy cholera wie, o co. Poczułam przeszywający ból w nodze. Chciałam już wstać, kiedy pomógł mi... policjant. Świetnie. Przeklinając na niego w myślach, wsiadłam z Jake’m, którego również dopadł, do radiowozu. Chłopak powiedział mi, że złapali Carlosa, Amy i jeszcze dwie osoby, których aż tak nie kojarzyłam. Ugh, Eleanor mnie zabije. Naprawdę! To wszystko wina tego idioty, który zaproponował nam wyjście... Bo mu się towar skończył?! Kiedyś go dorwę. Minęło kilka minut, podczas których bez słowa wpatrywałam się w okno, po których dołączyliśmy do reszty na komisariacie. Wypytywali nas o różne pierdoły, dane osobowe itp. Nie powiem, policę zdziwiła moja bogata kartoteka. Głównie były tam rzeczy typu sytuacje podobne do obecnej lub znalezienie mnie gdzieś na haju, pod wpływem... Chyba wolałabym teraz również być nawalona. Przynajmniej byłoby trochę lżej. Na szczęście nas nie zamknęli. Zadzwonili do opiekunów, żeby nas odebrali. W przypadku zdecydowanej większości rodzicie darli się na balangowiczów, grożąc różnymi karami. W moim przypadku było inaczej. El przyszła po mnie spokojna jak nigdy. Gdy jechałyśmy samochodem, nic nie mówiła. Jednak wiedziałam, że to cisza przed burzą... Miałam rację. Wybuchła dopiero, kiedy byłyśmy w domu.
-Sky, możesz mi, kurwa, powiedzieć, co ty zrobiłaś?!- wydarła się, aż podskoczyłam.
-El, nie rozumiesz! Poza tym, możesz być ciszej, jest czwarta nad ranem...
-Ale jak ty darłaś się z tymi gówniarzami w środku miasta to było dobrze, tak?!- zaczęła wymachiwać rękami. –Miałaś być na imprezie, na której będzie kilkadziesiąt osób i z tego co pamiętam, mieli być z twojej klasy! Sky, cholera, niektórzy z nich byli starsi ode mnie!
-To nie miało się tak skończyć! Myślisz, że zrobiłam to celowo?!- starałam się bronić.
-Myślałam, że będziesz bardziej odpowiedzialna. Na dodatek jesteś trzeźwa, wiedziałaś, co robisz! Nie rozumiem cię, dziewczyno! Przecież to kolejna rzecz do twoich papierów!
-Nie przesadzaj!- wkurzyłam się. Ok, rozumiem, źle zrobiłam, ale po co to rozdmuchiwać?
-„Nie przesadzaj”?! Skylar, zostałaś złapana przez POLICJĘ! Co będzie następnym razem? Rozboje, znajdą przy tobie broń, znow narkotyki?! Dziewczyno, opanuj się!
-Wiesz co, nie chce mi się z tobą gadać. Do wszystkiego podchodzisz cholernie poważnie!
-Idź już na górę, zejdź mi z oczu. –warknęła, a ja poszłam do swojego pokoju. 
Gdy byłam już na górze nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Spać na pewno nie będę. Postanowiłam wejść na twittera i zobaczyć, co z resztą imprezowiczów. Jak się okazało, policja wbiła również do domu Carlosa. Współczuję mu. Nie wiedząc co robić dalej weszłam na jakąś stronę o 1D, żeby się dowiedzieć, co u nich. Szczerze? Nie było ich dosłownie jeden dzień, a już tęskniłam. Dobrze, że mają tylko tydzień koncertów, a potem wracają do Londynu... Chyba właśnie wpadłam na pewien pomysł. Pospiesznie kupiłam jeden z ostatnich biletów i zamknęłam laptopa. El już spała. Wzięłam szybki prysznic, a paręnaście minut później zaczęłam się pakować. Kiedy nie dałam rady zmieścić do walizki wszystkiego, co potrzebne "pożyczyłam" drugą z garderoby kuzynki. Do końca sama nie wiedziałam, co robiłam, ale co tam. Zanim się obejrzałam, zegarek wskazał ósmą, jednak wcale się tym nie przejęłam, Eleanor zapewne będzie spać do jakiejś jedenastej, więc miałam czas. Przebrałam się w TO i odświeżyłam makijaż. Oczywiście to zajęło mi najwięcej czasu, bo pierdoła Sky nie byłaby sobą, gdyby nie trząsnęła ręką i nie zrobiła sobie kreski na pół twarzy.
Skończyłam lekko po dziewiątej. Jak wcześniej sprawdziłam, pociąg był na 10:20. Przez chwilę nawet myślałam nad tym, co robię, ale raz się żyje. Napisałam liścik o treści "będę za jakiś tydzień, nie martw się. xx" i położyłam go na stole kuchennym dla Elki. W głowie już wyobrażałam sobie jej reakcję i mimowolnie się zaśmiałam.
Złapałam taksówkę i, zahaczając o kawiarnię, udałam się w stronę peronu. Byłam tam akurat na czas (poznajcie uroki londyńskich korków).
Podróż trwała ponad dwie godziny. Oczywiście w połowie drogi zaczął dzwonić telefon, więc go wyłączyłam. Gdy byłam już w Cardiff, czyli w miejscu dzisiejszego koncertu, postanowiłam pochodzić trochę po mieście. Choć walizki utrudniały poruszanie się, jakoś dałam radę. Po wyjściu z restauracji, do której wpadłam na obiad, złapałam taksówkę i podjechałam pod arenę. Zajęło to jakieś pół godziny (co jest dzisiaj z tymi korkami?!), ale może to i lepiej, bo wszystkie faneczki były już w środku i nie musiałam się przez nie przeciskać. Nie daj Boże, jeszcze któraś by mnie rozpoznała.
Byłam strasznie zestresowana, nie wiedziałam, czy plan wypali. Powolnym krokiem podeszłam "na tyły", gdzie stał duży tourbus. Miałam wielkie szczęście, bo akurat stał przy nim ochroniarz, który widział mnie kiedyś z El i chłopakami. Podeszłam do niego z wielkim uśmiechem na twarzy, a po kilku minutach przekonywania wpuścił mnie do środka. Prosiłam go, żeby nikomu nic nie mówił, bo chciałam zrobić im niespodziankę. Dopiero zaczęli koncert, więc nie musiałam się, jak na razie, o nic bać. Gdy przeszłam do centralnej części pojazdu opadła mi szczena. Jeden tourbus był lepszy, niż wiele mieszkań i domów, które kiedykolwiek widziałam! Naprawdę nieźle się urządzili.
Rozsiadłam się na łóżku któregoś z chłopców i zaczęłam oglądać telewizję. Potem wzięłam tablet, który leżał na stoliku i przeglądałam różne strony. Na pierwszym miejscu w twitterowych trendsach było oczywiście jaranie się koncertem.
W następnych godzinach robiłam mniej ciekawe rzeczy, a ciekawość i nerwy zżerały mnie od środka. Po dwudziestej usłyszałam dźwięk naciskania klamki. Uśmiechnęłam się lekko, nie odrywając oczu od telewizora z jakimś głupim serialem.
-To co jutr... SKY?!- krzyknął Louis.
-Cześć, chłopaki.- wstałam i krzyżując ręce na piersiach uśmiechnęłam się słodko. Trasa własnie się rozkręca.



______________________________________________

Joł.
Jest siedemnastka, mamy nadzieję, że się podoba i w sumie to nie wiem, co tu jeszcze napisać. Możemy wam pożyczyć dobrych ocen na koniec roku, jak chcecie :D 
A no i jeszcze coś. Została zaktualizowana lista bohaterów, więc jeśli ktoś miałby ochotę zobaczyć to niech kliknie TU :)
1. Co myślicie o rozdziale?
2. Jakieś propozycje, co może się dziać dalej?
3. Jeśli chcecie być informowane o rozdziałach to piszcie na tt: @nathonemix albo @loveandkill :)
__________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
__________________________
Następny rozdział będzie dodany PO 30 KOMENTARZACH!
M&N <3

niedziela, 26 maja 2013

Rozdział 16. część 2.


Nie mogłam uwierzyć w słowa Eleanor. Natychmiast weszłam do samochodu, trzęsącymi się rękoma zapięłam pasy i krzyczałam na nią, żeby się pośpieszyła.
-Przestań! Wrzeszcząc na mnie nic nie zdziałasz, a tylko mnie stresujesz!- powiedziała, kiedy stałyśmy na pasach.
-Po prostu się stresuję! Co mu jest?! El, błagam, szybciej!- jęknęłam.
-Sky.- spojrzała na mnie. -Będzie dobrze, musisz w to uwierzyć.- w tym momencie światło zmieniło się na zielone i brunetka szybko ruszyła.
Kiedy zaparkowałyśmy przed szpitalem, wybiegłam z auta w stronę recepcji. Jeden z pracowników zaprowadził mnie oraz, biegnącą za mną, Eleanor pod salę, w której przebywał Zayn. Siedziała tam cała czwórka.
-Sky, El!- przytulił nas Lou, widząc mnie roztrzęsioną.
-Co z nim?- zapytałam od razu.
-Nie wiemy, na razie jest nieprzytomny.- odpowiedział, na co ugięły się pode mną kolana.
-Jak to nieprzytomny?!- krzyknęłam chyba trochę za głośno, bo zwróciło to uwagę innych ludzi na korytarzu.
-Przepraszam, jesteście do Zayna Malika?- podszedł do nas lekarz. Liam, Harry i Niall poderwali się z krzeseł.
-Tak! Co mu jest?- szybko zapytałam.
-Jego stan się poprawia.- odetchnęłam. -Prawdopodobnie ma lekki wstrząs mózgu, ale to jeszcze muszą potwierdzić wyniki. Zostanie u nas jeszcze jakieś trzy dni na resztę badań i obserwacje.
-Jak do tego doszło?- zapytał Liam.
-Najprawdopodobniej został uderzony czymś ostrym w tył głowy, lub niefortunnie upadł. Nie chce nic powiedzieć.
-Chwila... to on jest już przytomny?!- podniosłam ton. -Można się z nim zobaczyć?!
-Tak, pacjent się wybudził, nie ma większych przeciwwskazań na wizytę, ale proszę go nie przemęczać.
-Oczywiście.- powiedzieliśmy wszyscy prawie jednocześnie i poszliśmy za nim do sali.
-Zayn...- wyszeptałam cicho, kiedy go zobaczyłam. Leżał na białym łóżku, przykryty prześcieradłem. Odwrócił głowę w naszym kierunku i lekko się uśmiechnął.
-Jak się czujesz?- zapytał Louis.
-Bywało lepiej.- zażartował.
-Boli cię coś?- kolejne pytanie, tym razem ze strony El.
-Głowa i trochę plecy.- powiedział, a na jego twarzy pojawił się grymas.
-Co ty sobie w ogóle zrobiłeś?- odezwał się Harry.
-Długa historia.- mulat przewrócił oczami.
Po jakiś dwudziestu minutach rozmowy Lou musiał gdzieś iść, a El zdecydowała do zabrać się z nim. Później poszedł Niall z Hazzą, a na końcu Liam. Tym oto sposobem zostałam sam na sam z Malikiem.
-Co tak naprawdę się stało?- zapytałam w końcu, na co spojrzał mi w oczy.
-Mówiłem już, przewróciłem się, nic poważnego.
-Zayn. Ja pytam, co NAPRAWDĘ się wydarzyło.
-Sky...
-Powiedz!
-No dobra...

*Kilka godzin wcześniej, perspektywa Zayna*

Od kilkunastu minut leżałem na kanapie przeglądając twittera. Chłopaki gdzieś pojechali, proponowali mi, żebym do nich dołączył, ale wolałem zostać w domu. Będąc na profilu Nialla zobaczyłem, że skomentował jakieś zdjęcie Sky. Otworzyłem je i mimowolnie się uśmiechnąłem. Wyglądała... bardzo dobrze.
Jakiś czas później usłyszałem dzwonek do drzwi. Niechętnie wstałem, podszedłem do nich i otworzyłem - to chyba jakieś żarty. 
-Co ty tu robisz?- warknąłem do tego idioty, który łaził za Sky.
-Przyszedłem wyjaśnić kilka spraw.- odpowiedział, mijając mnie i tym samym bez zaproszenia wchodząc do  domu.
-Nikt cię tu nie zapraszał! Co sobie wyobrażasz?- odwróciłem się, kiedy nagle poczułem jego pięść na mojej twarzy. Od razu złapałem się za szczękę i spojrzałem na niego piorunującym wzrokiem. -Co ty odpierdalasz?!
-To za te twoje smsy do Sky.
-Nie twój interes, co do niej piszę!- podniosłem głos, pchając go tak mocno, na ile pozwolił mi ból w szczęce.  
-Jesteś skończonym idiotą, Zayn.- warknął, chwiejąc się lekko. -Myślisz, że przez coś takiego jej imponujesz? No cóż, jednak to ze mną spędza wieczory.- uśmiechnął się drwiąco. Tego już było zbyt wiele. Uderzyłem go w twarz, jednak dużo mocniej, niż zrobił to on. Jason stracił równowagę, co wykorzystałem i zaczęliśmy się szarpać. Kilka razy oberwałem, podobnie jak blondyn. Nagle poczułem przeszywający ból w głowie, a wszystko stało się niewyraźne.

***

-Nie wierzę!- zasłoniłam dłonią buzię, kiedy wreszcie skończył.
-Chciałas wiedzieć, to masz.
-Jak on mógł?!- poderwałam się z krzesła i podeszłam do okna.
-Sky, spokojnie...
-Spokojnie?! Masz farta, że żyjesz, jak ja mam być spokojnie?!
-Bez przesady... Nie jestem aż taki słaby, żeby jakiś złamas mógł mnie zabić.
-Zayn...- ponownie przy nim usiadłam. -Przepraszam. To moja wina. Nie powinnam w ogóle mówić mu o żadnych sms'ach. Ale... Nie mogę uwierzyć, że zrobił coś takiego! I co, po prostu cię tam zostawił nieprzytomnego?
-Najwidoczniej, chłopaki znaleźli mnie, jak wrócili.
-Jak tylko go zobaczę to...
-Sky.- przerwał mi. -Potrafię sam się bronić.
-Szczególnie w szpitalnym łóżku!- w tym momencie do sali weszła pielęgniarka. Ugh, nikt cię tu nie chciał.
-Przepraszam, ale myślę, że powinna pani już pójść. Pacjent musi odpoczywać.- a ja myślę, że powinnaś tu nie włazić.
-No dobrze...- wstałam i zabrałam swoje rzeczy. -Pa, Zayn.- powiedziałam do mulata i wyszłam.

*Następny dzień*

7:00 - obudziłam się. Jakimś cudem zwlokłam się z łóżka i zaczęłam szykować. Po dwudziestu minutach, ubrana w TO, zeszłam na śniadanie.
Wciąż dręczyły mnie myśli: jak on mógł mu to zrobić? I jeszcze go tam zostawił... To było zbyt wiele. Nie wiem, jak teraz spojrzę mu w oczy. Gdy byłam na przystanku, tak mnie to wciągnęło, że przegapiłam autobus. Ostatecznie zamiast do szkoły wybrałam się do szpitala.
-Cześć.- rzuciłam do Zayna, kiedy weszłam do jego sali.
-Nie powinnaś być teraz w szkole?- uśmiechnął się.
-Jeden dzień mnie nie zbawi.- usiadłam przy nim. -Jak się czujesz?
-Już lepiej.
-To dobrze.- uśmiechnęłam się słabo. -A tak wracając do tematu... Strasznie cię...
-Sky, skończ.- zaśmiał się.
-Niech będzie...
-Potrzebujesz czegoś?-zapytałam.
-Nie, dzięki.
-Wiesz już kiedy cię wypiszą?
-W najlepszym przypadku, pojutrze. Jak i tak już tu siedzę, to chcą zrobić wszystkie badania za jednym razem.
-Szkoda, że jesteś tu zamknięty na tak długo...- oparłam głowę o dłoń.
-Zależy ci na mnie.- powiedział po chwili, uśmiechając się szeroko.
-Co? Chciałbyś.- odpowiedziałam szybko, czując, że się rumienię.
-A siedzisz tu do późna i zarywasz lekcje z nudów.- zaśmiał się.
-Tak, tak, wmawiaj sobie.- wystawiłam mu język.
-Mnie nie oszukasz.- uśmiechnął się zadziornie.
-Leżysz, to leż, a nie gadasz jakieś bzdury.
-A może tak położyłabyś się obok mnie?
-Powtórzę - chciałbyś.
-A jeśli to pomoże mi w wyzdrowieniu?
-To umrzesz.
-No dalej, zrób to dla obolałego Zayna...
-Podobno czujesz się już lepiej!
-No tak, ale, oj, coś mi strzyknęło w kręgosłupie.- skrzywił się udawanie, na co się zaśmiałam.
-Ugh, no dobra.- wstałam z krzesła i zwinnym ruchem wskoczyłam na łóżko, tuż obok niego. -Lepiej?
-Od razu.- uśmiechnął się szeroko. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Naprawdę mi na nim zależało i dobrze o tym wiedział. Ale byłoby milej, gdyby perfidnie tego nie wykorzystywał. Nasze twarze dzieliły centymetry. Czułam jego ciepły oddech na swojej skórze. Powoli się do mnie zbliżał, by w końcu złączyć nasze usta w czułym pocałunku. Zupełnie innym, niż wszystkie poprzednie. Tamte były namiętne i tylko po to, żeby mi coś udowodnić. Tym razem było... szczerze? Bałam się o tym tak myśleć. "Naszą" chwilę przerwała pielęgniarka. Moje policzki natychmiast stały się czerwone, na co Zayn zareagował cichym śmiechem.

______________________________________________________________

Zanim powiecie, że jest krótki - jest to część druga, nie cały rozdział, więc ma prawo taki być :)
Starałyśmy się dodać jak najszybciej się dało, ale rózne rzeczy się działy. Rózne, WAŻNIEJSZE, rzeczy i chciałybyśmy, żebyście mieli to na uwadze :)
Przechodząc do samego FF:
-Co myślicie o tym rozdziale?
-Czego oczekujecie po następnym?
-Co chcielibyście, żeby się dalej wydarzyło?
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
M&N

środa, 22 maja 2013

Rozdział 16 cz. I

Rano obudziłam się o piątej i nie mogłam już usnąć. Miałam nadzieję, że wczorajszy wieczór był snem - niestety. Nie miałam pojęcia, co zrobić. Jedno było pewne - ani Zayn, ani Jason nie są mi obojętni. I właśnie to mnie frustrowało.
Żeby uchronić się przed myśleniem przez najbliższą godzinę, postanowiłam wejść na twittera. Wyczytałam tam, że dziś mamy zastępstwo z moją kochaną chemiczką i to na pierwszej lekcji, czyli dwie pod rząd. Cholera. Przeglądając kolejne posty zobaczyłam wpis Zayna "Interesujący wieczór, oby takich więcej! :)x" i mimowolnie się uśmiechnęłam. Ugh, co on ze mną robił? Co oni OBYDWOJE ze mną robili?! Dlaczego nie mogą po prostu wylecieć z mojej głowy?
Po pół godzinnym siedzeniu w internecie stwierdziłam, że zacznę przygotowania wcześniej, żeby poświęcić im więcej czasu. Wyciągnęłam czerwony lakier i pomalowałam nim paznokcie. Kiedy już wyschły, zakradłam się do sypialni, wciąż śpiącej, Eleanor i pożyczyłam  TE buty. Po chwili byłam już ubrana w cały komplet* i zajęłam się twarzą. Zaczęłam od podkładu, później ciemny cień, kreski... Zeszło się dosyć długo.
Ostatnią czynnością było wyprostowanie włosów. Pomyślałam, że teraz idealnie pasowałby mój stary, czarny odcień. Zanim się obejrzałam, było już po siódmej. Szybko spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i próbując się nie zabić w tych butach, zeszłam na dół. Dobrze, że El jeszcze spała, bo chyba nie wyszłabym z tego żywa. Po kilku minutach byłam już na przystanku. Miny ludzi - bezcenne. Nie rozumiałam o co im chodziło, ale się z nich śmiałam. Niektóre mochery reagowały... bardzo negatywnie, ale jakoś mnie to nie obchodziło. Na drodze były ogromne korki, przez co spóźniłam się dwadzieścia minut. Jeszcze lepiej!
Z wielkim uśmiechem na twarzy weszłam do klasy, gdzie podobnie jak na przystanku, wszyscy zwrócili na mnie uwagę. A baba od chemii? Jej twarz prawie zrównała się z kolorem włosów.
-Skylar Black!- wydarła się. -Co to ma być za strój?!
-Nie rozumiem, o co pani chodzi.- udałam niewinną.
-A ten makijaż?! Co ty sobie myślisz?!- krzyczała dalej.
-W tych czasach wiele dziewczyn go nosi, więc nie widzę problemu.- odpowiedziałam spokojnie i z uśmiechem.
-Dosyć tego! Wyjdź z klasy!- warknęła, a ja wykonałam jej polecenie. Kobieta dreptała tuż za mną. -Dziecko, myślisz, że ujdzie ci to płazem?- syknęła, kiedy byłyśmy już na korytarzu. -To, że masz chody u dyrektorki o niczym nie świadczy! Obiecuję ci, że nie zdasz w tym roku, albo wylecisz z tej szkoły. A teraz marsz do klasy i jeśli choć raz przyłapię cię na tym, że nie słuchasz - postawię ci zagrożenie!
Z uśmiechem na ustach przytaknęłam, po czym weszłam do sali.
  Reszta lekcji minęła bez większych rewelacji. Z zadowoleniem wypisanym na twarzy słuchałam chemiczki, żeby jeszcze bardziej ją zezłościć. Kiedy w końcu usłyszałam dzwonek, razem z Amy, z którą ostatnio się zaprzyjaźniłam, opuściłyśmy klasę.
-Widzę, że humor dopisuje.- powiedziała, kiedy siedziałyśmy na schodach.
-A czemu by nie?- uśmiechnęłam się.
-Zobaczymy, czy dalej będziesz tak sądzić, jak nie zdasz z chemii.- zaśmiała się.
-Nie sądzę, żeby naprawdę chciała oglądać mnie rok dłużej!- rozmawiałyśmy jeszcze chwilę, a potem postanowiłyśmy porobić sobie zdjęcia. Jedno z nich wstawiłam na twittera z dopiskiem "ponętnie z @xxamyxx <3". Już chwilę później moje interacje szalały. Oczywiście głównym tematem było zaskoczenie moim wyglądem. Pojawiło się kilka hejtów, typu "dziwka", ale nie zwracałam na to uwagi. Na moją twarz mimowolnie wkradł się ogromny uśmiech, kiedy zobaczyłam tweeta Nialla "nie powinnyście być na lekcji? Sky, nie ładnie się tak malować! #badgurlz". Przy okazji na tablicy przewinął mi się także post Hazzy, który bez oznaczenia mnie napisał "Niektórym dziewczynom nie powinno się dawać kosmetyków i butów na obcasie." Szybko odpisałam "dzięki, Styles! xx" i zaczęłyśmy ponownie zbierać się na chemię.
Spóźniłyśmy się dziesięć minut, jednak widząc minę nauczycielki odczytałam, że nie miała już siły na rozmowę z nami. Tym razem nawet uważałam, przynajmniej się starałam. Co chwilę rozpraszały mnie ambitne sms'y z Harry'm, typu: -Do nauki. -Nie. -Tak. -Nie.

***

Wychodziłam właśnie z piątej już lekcji. Prócz uwag nauczycieli, co do mojego wyglądu, było całkiem w porządku. Razem z Amy zahaczyłyśmy jeszcze o kawiarnię i poszłyśmy do swoich domów.
-Hej... JAK TY WYGLĄDASZ?!- krzyknęła zszokowana El, kiedy tylko weszłam.
-Dzięki za powitanie.- odpowiedziałam, wymijając ją.
-Zadałam ci pytanie!
-Długa historia... Miałyśmy iść na zakupy, pamiętasz?- sprawnie zmieniłam temat.
-Ugh... Ok, ale najpierw idź się przebrać i zmyj tą tapetę!- pogadałam z nią jeszcze chwilę, a potem poszłam na górę. Szybko pozbyłam się makijażu, zrobiłam go od nowa (tym razem zdecydowanie lżejszy) i ubrałam się  w  TO. Kiedy zeszłam na dół, Eleanor już stała przy drzwiach, a po około dwudziestu minutach byłyśmy w centrum handlowym. Od razu rzucilyśmy się w nieograniczony wir zakupów. Po pewnym czasie stało się to trochę męczące, ale przynajmniej odciągało moje myśli od problemów.
Kiedy skończyłyśmy obchodzić część z ubraniami, załadowane tysiącem toreb poszłyśmy do fryzjera, gdzie powróciłam do naturalnej czerni. Nie trwało to długo, a ja byłam bardzo zadowolona z efektu.
Idąc w stronę samochodu, zadzwonił telefon Elki.
-Co?! Ale... jak to?! Kiedy?!- stanęła w miejscu, nerwowo zadawając milion pytań, a ja nie wiedziałam o co chodzi. Bezgłośnie próbowałam się dopytywać, ale uciszała mnie ruchem ręki. -Zayn jest w szpitalu.-
powiedziała cicho, kiedy skończyła rozmawiać. -Słabo z nim.



_____________________________________________________________________


Dum,dum,dummmmm!
To tak:
Jest to pierwsza część,druga pojawi się koło piątku/soboty.
Wolałyśmy podzielić ten rozdział na dwie części mamy nadzieje,że  się nie gniewacie : )
Hmmm co może być Zaynowi? - piszcie w komentarzach !
CZYTASZ=KOMENTUJESZ 
Im więcej komów tym szybciej dodamy rozdział 
M&N

piątek, 17 maja 2013

Rozdział 15.


Rozdział dedykowany Cyganowi/Ani <3
_____________________________

Obudziłam się około 6:30. W, od samego początku, złym nastroju zwlokłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Tam doprowadziłam się do znośnego stanu, ubrałam się i byłam gotowa do zejścia. Po drodze minęłam pokój Eleanor. Wszystkie wspomnienia z poprzedniego wieczoru wróciły, poczułam się jeszcze gorzej niż minutę temu, ale nie miałam zamiaru zacząć normalnie z nią rozmawiać. Przynajmniej nie teraz.

Kiedy byłam już na dole, weszłam do kuchni, zrobiłam sobie kanapki i wyszłam na przystanek.
Po jakiś dwudziestu przekraczałam mury szkoły. Pierwszą lekcją była, jakże fascynująca, historia.

wtorek, 14 maja 2013

WAŻNE!!!

Chciałyśmy wam przekazać, że rozdział byłby już dziś, ale, niewiadomojakimkurwandcjbshcbdscudem, się usunął. Bardzo przepraszamy, ale niestety nie jest to zależne od nas. Jesteśmy złe, bo rozdział był całkiem długi. Postaramy się napisać go jak najszybciej się da. -M&N

niedziela, 5 maja 2013

Rozdział 14.

Obudziłam się rano z wielkim uśmiechem na twarzy. Szybko wstałam z łóżka, jednak przypomniałam sobie, że moją pierwszą lekcją jest chemia. Skrzywiłam  się na samą myśl o nauczycielce, więc znów wskoczyłam do łóżka, żeby "zaspać".
Chwilę później do pokoju wpadł Louis.
-Co ty jeszcze robisz w łóżku? Wstawaj, bo spóźnisz się do szkoły!- zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, usłyszałam kolejny głos dochodzący zza drzwi, na który uśmiech sprzed kilku minut od razu powrócił.
-Daj jej się trochę wyspać. Jedna lekcja nikogo nie uczyni geniuszem, a kto wie, może Sky miała wczoraj noc pełną wrażeń?- do pokoju wsunął się Zayn w samych bokserkach, uśmiechając się zawadiacko.
-Geniuszem może i nie, ale ja wolałbym nie być zamordowany przez Eleanor, kiedy się dowie. A propo snu, co ty tu robisz?- odpowiedział.
-Spokojnie, już sobie idę.- mrugnął do mnie, po czym się wycofał.
Jakimś cudem wybłagałam pójście na drugą lekcję. Ubrałam się*, zrobiłam makijaż i zeszłam na dół. Niektórzy z chłopaków już latali po kuchni, a Harry robił naleśniki. Pośmialiśmy się trochę i kiedy skończyłam jeść, wyszłam z domu.

***

-Hej, Sky!- zawołała Amy, dziewczyna z klasy.
-Co tam?- uśmiechnęłam się, podchodząc do niej.
-Zaraz zaczynamy chemię.- powiedziała z grymasem, krzyżując ręce na piersiach.
-Co kurwa?!- prawie nie wyplułam, akurat pitej, wody.
-Zamieniła się z facetem od geografii.
-Świetnie.
Pogadałyśmy jeszcze chwilę, kiedy zadzwonił dzwonek. Obydwie w "cudownych" nastrojach poszłyśmy w kierunku sali. Usiadłam w ławce i czekałam na tortury. Kiedy rudowłosa nauczycielka weszła do klasy, spojrzała na mnie i już wiedziałam, że dzisiejsza lekcja nie będzie przyjemna. Starałam się skupić, ale po głowie ciągle chodziły mi inne myśli.
-...może Sky?- usłyszałam nagle.
-T-tak?- zająkałam się.
-Odpowiedz na moje pytanie.
-Nie usłyszałam.
-Och, rozumiem. Szlajać się po szkole z celebrytami masz czas, ale uważać na lekcji już nie? W dzisiejszych czasach wszyscy mamy internet, złotko. Dziesięć punktów ujemnych.- po tych słowach coś we mnie pękło i nie wytrzymałam.
-Ze mną przynajmniej ktokolwiek chce wychodzić.- wycedziłam przez zęby.
-Co ty powiedziałaś?
-Nic, nic.- uśmiechnęłam się słodko.
Przez resztę lekcji jej słuchałam, a kiedy co kilka sekund zadawała mi pytania, odpowiadałam na nie poprawnie z satysfakcją patrząc, jak się wścieka.
Kiedy lekcja się skończyła, powolnym krokiem wyszłam z sali.
-Jason!- krzyknęłam, kiedy zobaczyłam chłopaka z daleka. Odwrócił się, a kiedy mnie zauważył zrobił coś, czego nigdy bym się nie spodziewała - uciekł. "Dziwne"- pomyślałam. Może się gdzieś śpieszył? Nieważne, złapię go na stołówce.


*Kilka godzin później*

Minęły jeszcze cztery lekcje, a Jasona ani śladu. Szukałam go wszędzie - w klasach, na sali, stołówce... Po prostu zniknął. Zrezygnowana wychodziłam już ze szkoły, kiedy nagle zauważyłam blondyna kilka kroków przede mną.
-Jason!- krzyknęłam. Odwrócił się i znów przyśpieszył kroku. Tym razem nie miałam zamiaru pozwolić mu uciec. Podbiegłam do niego i złapałam za rękaw.
-Czego chcesz?- warknął wkurzony.
-O.. o co ci chodzi? Zrobiłam coś nie tak?- zapytałam zdezorientowana, na co chłopak chciał się odsunąć. -Jason, porozmawiaj ze mną! Dlaczego się tak zachowujesz?
-Po co w ogóle tracisz czas na rozmowę ze mną?! Wracaj do domu, przecież czeka na ciebie twój chłopak!- po tych słowach odszedł, zostawiając mnie niezdolną do jakichkolwiek słów. Po prostu nie wiedziałam, co powiedzieć. Miał na myśli Zayna? Przecież my nie... ouch. Najpierw baba od chemii, teraz Jason... Dopiero teraz zrozumiałam, że wszyscy doskonale wiedzieli o moim wczorajszym wieczorze spędzonym z Malikiem. Jest członkiem jednego z najpopularniejszych zespołów na świecie, wokół nas musiało się roić od paparazzi!
Zdezorientowana poszłam do domu. Tam zastałam tylko karteczkę z napisem "Jesteśmy na wywiadzie, będziemy koło osiemnastej". Super - nawet nie miałam z kim pogadać.
Po dłuższej chwili postanowiłam iść do fryzjera. Dawno nie robiłam czegoś dla siebie, a niebieskie końcówki powoli zaczynały mnie nudzić. Złapałam taksówkę i po dwudziestu minutach byłam na miejscu.
Gdy usiadłam na fotelu, nie do końca wiedziałam, co zrobić z włosami. Fryzjerka dała kilka propozycji. Raz się żyje! Po jakiejś godzinie zakończyła robotę. Nie było źle. Miałam teraz ciemnoczerwone włosy, które lekko podcięłam. Kiedy zbliżałam się do wyjścia, nagle zobaczyłam JĄ. Perrie właśnie wchodziła do salonu.
Gdy mnie zobaczyła... uśmiechnęła się?
-Hej Sky!- zaczęła.
-Cześć?- byłam lekko zdezorientowana.
-Widzę, że zmieniłaś kolor, ładnie ci w tym.- uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
-Pezz, w co ty grasz? Nie pamiętasz już, jak mnie zwyzywałaś kilka tygodni temu?
-Sky... Chciałam ci to wytłumaczyć, ale wiedziałam, że nie będziesz słuchać. Chodźmy na kawę, wszystko ci wyjaśnię!
-I że niby mam się zgodzić?- skrzyżowałam ręce na piersiach.
-Proszę.- odpowiedziała.
-Ugh, dobra, i tak nie mam nic lepszego do roboty.- rzuciłam i razem z Perrie wyszłyśmy z salonu.

***
-Więc?- zaczęłam, gdy piłyśmy już kawę.
-Strasznie cię przepraszam za tamto... Nie powinnam była tak wybuchać! Byłam zazdrosna i tyle.
-Nie mogłyśmy porozmawiać we dwie? Musiałaś robić awanturę przy wszystkich?
-Sky, poniosło mnie... Naprawdę przepraszam! Zaczniemy jeszcze raz?- zapytała.
-Możemy spróbować.- uśmiechnęłam się lekko.
-Dziękuję! Strasznie się cieszę!- Pezz wstała z krzesła i przytuliła się do mnie. -Musimy to uczcić! Masz czas dziś wieczorem? Wyszłybyśmy do jakiegoś klubu.
-Chciałabym, ale Louis za nic mnie nie puści, a jutro wraca Eleanor.- skrzywiłam się.
-To może w następnym tygodniu?
-Nie ma sprawy.- uśmiechnęłam się. -Dobra, muszę lecieć.- zdjęłam torebkę z oparcia krzesła.
-W razie czego, znasz mój numer.- powiedziała, kiedy znowu się przytulałyśmy.
Szczerze? Nie wiem, dlaczego tak się zachowałam. Może po prostu potrzebowałam kogoś do wygadania się? Po jakiś trzydziestu minutach byłam w domu 1D.
-Cześć.- rzuciłam, zdejmując buty.
-Sky, do cholery, coś ty zrobiła z włosami?!- krzyknął Louis, kiedy mnie zobaczył. Zaczyna się.
-Podcięłam trochę.- spojrzałam na swoje końcówki.
-Masz czerwone włosy.- uśmiechnął się Harry oparty o ścianę.
-Brawo, Sherlocku. Ale fajne są, no nie?- zaśmiałam się.
-Chodź do salonu.- przerwał nam Louis.
-Muszę?- westchnęłam.
-Tak.- powiedział, patrząc na mnie "surowym" wzrokiem.
-Więc?- zapytałam, gdy całą szóstką byliśmy w pokoju.
-Czemu się przefarbowałaś?
-Bo znudził mi się kolor?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Sky, ty chodzisz do szkoły!
-I?
-I to, że nie możesz zmieniać koloru włosów, kiedy tylko chcesz!- zaczął wymachiwać rękoma.
-Coś jeszcze?- zapytałam znudzona.
-Gdzie byłaś po szkole?- zapytał Liam.
-U fryzjera.
-Tylko?- wtrącił się Niall.
-No tak...
-Mogłabyś chociaż nie kłamać!- do "zabawy" przyłączył się Zayn.
-Ok, spotkałam się z Perrie, macie z tym jakiś problem?!- warknęłam.
-Czemu?- zapytał poirytowany mulat.
-To akurat już nie jest twój biznes.- spojrzałam mu w oczy.
-Dlaczego musisz być taka uparta?- zapytał Louis.
-Do jasnej cholery, Pezz mnie przeprosiła, zadowoleni?!- wstałam z kanapy. -Nie będę się wam ze wszystkiego spowiadać!- warknęłam, po czym poszłam do "swojego" pokoju.
Jakim prawem oni chcą mnie kontrolować?! To moje życie, nie ich. Usiadłam na łóżku i wzięłam laptopa. Weszłam szybko na twittera i napisałam "Tylko niektórzy potrafią zjebać humor w 3 minuty :)".
Po jakimś czasie zaczął boleć mnie brzuch - uroki bycia kobietą. Gdy ból narastał, postanowiłam wziąć kąpiel.
Nie pomogło ani trochę, więc powoli zeszłam na dół. Wszyscy oglądali jakiś film.
-Macie coś na brzuch?- zapytałam skulona.
-A co, boli cię?- zapytał Niall.
-Nie, pytam dla zabawy.- odpowiedziałam ironicznie.
-Ma okres, idioto.- powiedział Zayn.
-Hej, ty masz trzy siostry, ja żadnej, skąd miałem wiedzieć?!- bronił się blondyn.
-W kuchni na blacie coś powinno leżeć.- rzucił Malik.
-Dzięki...- odpowiedziałam i poszłam w wyznaczonym kierunku. Nie wiem dlaczego, ale miałam wrażenie, że Zayn kompletnie zapomniał o wczorajszym wieczorze... Rano zachowywał się zupełnie inaczej, niż teraz. Może chodziło o Perrie? No, ale chyba nie był o nią zazdrosny, czy coś... Znalazłam proszki, popiłam wodą i z powrotem poszłam do pokoju. Starając się nie myśleć o bólu, ani o Zaynie, usnęłam.

*Następny dzień*

Sobota. Nareszcie nie musiałam iść do szkoły, co jeszcze bardziej mi odpowiadało, zważając na sytuacje z Jasonem. Kiedy leżałam na łóżku, do pokoju wszedł Louis z tacą.
-Hej Sky, zrobiłem ci śniadanie...- zaraz, co?
-Czego chcesz?- zapytałam, unosząc brew do góry.
-Bo wiesz, dziś wraca El...- wbił wzrok w podłogę.
-Więc?
-I chciałbym cię prosić, żebyś powiedziała o mnie kilka dobrych słów, w razie, jakby pytała...
-Ugh, jesteś niemożliwy. Idź już!
-Ale..
-Tak, powiem jej!- zaśmiałam się cicho. Brunet się uśmiechnął i już odwrócił, żeby wyjść. -Ale chwila! Śniadanie zostaw.- rozkazałam i już po chwili obydwoje zajadaliśmy się naleśnikami.

*Kilka godzin później*


-Jestem!- krzyknęłam, wchodząc do domu.
-Cześć.- powiedziała oschle Eleanor. Zaczyna się.
-Jeśli będziesz wreszczeć, zrób to teraz.- powiedziałam, siadając naprzeciwko niej na kanapie.
-Możesz mi powiedzieć o co chodziło z tą bójką?- zapytała, jeszcze w miarę normalnym tonem.
-O nic, z resztą to już stara sprawa.- machnęłam ręką.
-Sky! Czy jeśli ja z kimś się nie dogaduję to podchodzę do niego i daję mu w twarz?
-Jeśli ta osoba jest suką to...
-Nie.- warknęła.  -Kolejna sprawa, nauka. Możesz mi powiedzieć czemu zawalasz chemię?
-Uwzięła się na mnie i tyle, co mam zrobić?
-Dziewczyno, jak tak dalej pójdzie to zostaniesz w tej klasie!
-El, dam radę!
-Dobra, teraz powiedz mi, czemu masz czerwone włosy?!- zmieniła temat.
-Bo niebieskie mi się znudziły.
-Sky, do cholery, chodzisz do szkoły! Masz siedemnaście lat i nie możesz robić wszystkiego, na co masz ochotę!
-Kiedyś robiłam i każdy miał to w dupie! Czemu teraz starasz się mnie kontrolować?!- podniosłam głos.
-Bo nie chcę, żebyś znów spadła na dno!- również zaczęła krzyczeć.
-A skąd wiesz, że nie chcę?- wstałam, patrząc jej w oczy. Tak naprawdę sama nie wiedziałam, dlaczego to mówiłam, nie myślałam już nad tym.
-Gdybyś chciała, to nie dzwoniłabyś do mnie po nocach z płaczem po heroinie! Jakoś każdy miał cię w dupie, ale jak ja... Nieważne.- urwała.
-No powiedz! Skończ, co zaczęłaś!- wrzasnęłam.
-Sky!- wydarła się. Pierwszy raz widziałam ją w takim stanie. –Chcesz wiedzieć?! Dobrze, powiem ci! Myślisz, że nikt nie wiedział, że bierzesz? Że jak co kilka minut łaziłaś do kibla, jak wychodziłaś po nocach, myślisz, że nikt nie wiedział o co chodzi?! Połowa rodziny wiedziała, że ćpasz, ale mieli to w dupie! A twoja matka była tak zaślepiona tym swoim kochankiem, że pozwoliła ci stoczyć się na samo dno! Ja cię przygarnęłam, a nie musiałam! Mogłam patrzeć z boku, jak cała reszta! Więc bądź, do cholery, choć trochę wdzięczna, bo mi na tobie zależy i nie chcę, żebyś znowu była w takim stanie!- po jej twarzy zaczęły spływać łzy. Dopiero po chwili dotarły do mnie jej słowa. Również zaczęłam płakać. Nikt nie chciał mi pomóc. Byłam... nikim.
_________________________________________________________________________________



Heloł!
To tak:
Straaaaaaasznie przepraszamy,że nie było rozdziału tak jak obiecałyśmy ale całą majówkę spędziłam na działce (słaby zasięg o necie zapomnijcie) wiec nie było jak tego ogarnąć ;/
Co do kolejnego to nie wiemy kiedy będzie, bo ja jadę na zieloną szkołę (do nauki lamusy ^^) ale tam postaram się to pisać z moimi "doradcami".
Jeśli macie jakiś pomysł to napiszcie w komentarzu !
To chyba na tyle więc ostatnia zasada :
CZYTASZ = KOMENTUJESZ 
Do następnego ! M&N