niedziela, 26 maja 2013

Rozdział 16. część 2.


Nie mogłam uwierzyć w słowa Eleanor. Natychmiast weszłam do samochodu, trzęsącymi się rękoma zapięłam pasy i krzyczałam na nią, żeby się pośpieszyła.
-Przestań! Wrzeszcząc na mnie nic nie zdziałasz, a tylko mnie stresujesz!- powiedziała, kiedy stałyśmy na pasach.
-Po prostu się stresuję! Co mu jest?! El, błagam, szybciej!- jęknęłam.
-Sky.- spojrzała na mnie. -Będzie dobrze, musisz w to uwierzyć.- w tym momencie światło zmieniło się na zielone i brunetka szybko ruszyła.
Kiedy zaparkowałyśmy przed szpitalem, wybiegłam z auta w stronę recepcji. Jeden z pracowników zaprowadził mnie oraz, biegnącą za mną, Eleanor pod salę, w której przebywał Zayn. Siedziała tam cała czwórka.
-Sky, El!- przytulił nas Lou, widząc mnie roztrzęsioną.
-Co z nim?- zapytałam od razu.
-Nie wiemy, na razie jest nieprzytomny.- odpowiedział, na co ugięły się pode mną kolana.
-Jak to nieprzytomny?!- krzyknęłam chyba trochę za głośno, bo zwróciło to uwagę innych ludzi na korytarzu.
-Przepraszam, jesteście do Zayna Malika?- podszedł do nas lekarz. Liam, Harry i Niall poderwali się z krzeseł.
-Tak! Co mu jest?- szybko zapytałam.
-Jego stan się poprawia.- odetchnęłam. -Prawdopodobnie ma lekki wstrząs mózgu, ale to jeszcze muszą potwierdzić wyniki. Zostanie u nas jeszcze jakieś trzy dni na resztę badań i obserwacje.
-Jak do tego doszło?- zapytał Liam.
-Najprawdopodobniej został uderzony czymś ostrym w tył głowy, lub niefortunnie upadł. Nie chce nic powiedzieć.
-Chwila... to on jest już przytomny?!- podniosłam ton. -Można się z nim zobaczyć?!
-Tak, pacjent się wybudził, nie ma większych przeciwwskazań na wizytę, ale proszę go nie przemęczać.
-Oczywiście.- powiedzieliśmy wszyscy prawie jednocześnie i poszliśmy za nim do sali.
-Zayn...- wyszeptałam cicho, kiedy go zobaczyłam. Leżał na białym łóżku, przykryty prześcieradłem. Odwrócił głowę w naszym kierunku i lekko się uśmiechnął.
-Jak się czujesz?- zapytał Louis.
-Bywało lepiej.- zażartował.
-Boli cię coś?- kolejne pytanie, tym razem ze strony El.
-Głowa i trochę plecy.- powiedział, a na jego twarzy pojawił się grymas.
-Co ty sobie w ogóle zrobiłeś?- odezwał się Harry.
-Długa historia.- mulat przewrócił oczami.
Po jakiś dwudziestu minutach rozmowy Lou musiał gdzieś iść, a El zdecydowała do zabrać się z nim. Później poszedł Niall z Hazzą, a na końcu Liam. Tym oto sposobem zostałam sam na sam z Malikiem.
-Co tak naprawdę się stało?- zapytałam w końcu, na co spojrzał mi w oczy.
-Mówiłem już, przewróciłem się, nic poważnego.
-Zayn. Ja pytam, co NAPRAWDĘ się wydarzyło.
-Sky...
-Powiedz!
-No dobra...

*Kilka godzin wcześniej, perspektywa Zayna*

Od kilkunastu minut leżałem na kanapie przeglądając twittera. Chłopaki gdzieś pojechali, proponowali mi, żebym do nich dołączył, ale wolałem zostać w domu. Będąc na profilu Nialla zobaczyłem, że skomentował jakieś zdjęcie Sky. Otworzyłem je i mimowolnie się uśmiechnąłem. Wyglądała... bardzo dobrze.
Jakiś czas później usłyszałem dzwonek do drzwi. Niechętnie wstałem, podszedłem do nich i otworzyłem - to chyba jakieś żarty. 
-Co ty tu robisz?- warknąłem do tego idioty, który łaził za Sky.
-Przyszedłem wyjaśnić kilka spraw.- odpowiedział, mijając mnie i tym samym bez zaproszenia wchodząc do  domu.
-Nikt cię tu nie zapraszał! Co sobie wyobrażasz?- odwróciłem się, kiedy nagle poczułem jego pięść na mojej twarzy. Od razu złapałem się za szczękę i spojrzałem na niego piorunującym wzrokiem. -Co ty odpierdalasz?!
-To za te twoje smsy do Sky.
-Nie twój interes, co do niej piszę!- podniosłem głos, pchając go tak mocno, na ile pozwolił mi ból w szczęce.  
-Jesteś skończonym idiotą, Zayn.- warknął, chwiejąc się lekko. -Myślisz, że przez coś takiego jej imponujesz? No cóż, jednak to ze mną spędza wieczory.- uśmiechnął się drwiąco. Tego już było zbyt wiele. Uderzyłem go w twarz, jednak dużo mocniej, niż zrobił to on. Jason stracił równowagę, co wykorzystałem i zaczęliśmy się szarpać. Kilka razy oberwałem, podobnie jak blondyn. Nagle poczułem przeszywający ból w głowie, a wszystko stało się niewyraźne.

***

-Nie wierzę!- zasłoniłam dłonią buzię, kiedy wreszcie skończył.
-Chciałas wiedzieć, to masz.
-Jak on mógł?!- poderwałam się z krzesła i podeszłam do okna.
-Sky, spokojnie...
-Spokojnie?! Masz farta, że żyjesz, jak ja mam być spokojnie?!
-Bez przesady... Nie jestem aż taki słaby, żeby jakiś złamas mógł mnie zabić.
-Zayn...- ponownie przy nim usiadłam. -Przepraszam. To moja wina. Nie powinnam w ogóle mówić mu o żadnych sms'ach. Ale... Nie mogę uwierzyć, że zrobił coś takiego! I co, po prostu cię tam zostawił nieprzytomnego?
-Najwidoczniej, chłopaki znaleźli mnie, jak wrócili.
-Jak tylko go zobaczę to...
-Sky.- przerwał mi. -Potrafię sam się bronić.
-Szczególnie w szpitalnym łóżku!- w tym momencie do sali weszła pielęgniarka. Ugh, nikt cię tu nie chciał.
-Przepraszam, ale myślę, że powinna pani już pójść. Pacjent musi odpoczywać.- a ja myślę, że powinnaś tu nie włazić.
-No dobrze...- wstałam i zabrałam swoje rzeczy. -Pa, Zayn.- powiedziałam do mulata i wyszłam.

*Następny dzień*

7:00 - obudziłam się. Jakimś cudem zwlokłam się z łóżka i zaczęłam szykować. Po dwudziestu minutach, ubrana w TO, zeszłam na śniadanie.
Wciąż dręczyły mnie myśli: jak on mógł mu to zrobić? I jeszcze go tam zostawił... To było zbyt wiele. Nie wiem, jak teraz spojrzę mu w oczy. Gdy byłam na przystanku, tak mnie to wciągnęło, że przegapiłam autobus. Ostatecznie zamiast do szkoły wybrałam się do szpitala.
-Cześć.- rzuciłam do Zayna, kiedy weszłam do jego sali.
-Nie powinnaś być teraz w szkole?- uśmiechnął się.
-Jeden dzień mnie nie zbawi.- usiadłam przy nim. -Jak się czujesz?
-Już lepiej.
-To dobrze.- uśmiechnęłam się słabo. -A tak wracając do tematu... Strasznie cię...
-Sky, skończ.- zaśmiał się.
-Niech będzie...
-Potrzebujesz czegoś?-zapytałam.
-Nie, dzięki.
-Wiesz już kiedy cię wypiszą?
-W najlepszym przypadku, pojutrze. Jak i tak już tu siedzę, to chcą zrobić wszystkie badania za jednym razem.
-Szkoda, że jesteś tu zamknięty na tak długo...- oparłam głowę o dłoń.
-Zależy ci na mnie.- powiedział po chwili, uśmiechając się szeroko.
-Co? Chciałbyś.- odpowiedziałam szybko, czując, że się rumienię.
-A siedzisz tu do późna i zarywasz lekcje z nudów.- zaśmiał się.
-Tak, tak, wmawiaj sobie.- wystawiłam mu język.
-Mnie nie oszukasz.- uśmiechnął się zadziornie.
-Leżysz, to leż, a nie gadasz jakieś bzdury.
-A może tak położyłabyś się obok mnie?
-Powtórzę - chciałbyś.
-A jeśli to pomoże mi w wyzdrowieniu?
-To umrzesz.
-No dalej, zrób to dla obolałego Zayna...
-Podobno czujesz się już lepiej!
-No tak, ale, oj, coś mi strzyknęło w kręgosłupie.- skrzywił się udawanie, na co się zaśmiałam.
-Ugh, no dobra.- wstałam z krzesła i zwinnym ruchem wskoczyłam na łóżko, tuż obok niego. -Lepiej?
-Od razu.- uśmiechnął się szeroko. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Naprawdę mi na nim zależało i dobrze o tym wiedział. Ale byłoby milej, gdyby perfidnie tego nie wykorzystywał. Nasze twarze dzieliły centymetry. Czułam jego ciepły oddech na swojej skórze. Powoli się do mnie zbliżał, by w końcu złączyć nasze usta w czułym pocałunku. Zupełnie innym, niż wszystkie poprzednie. Tamte były namiętne i tylko po to, żeby mi coś udowodnić. Tym razem było... szczerze? Bałam się o tym tak myśleć. "Naszą" chwilę przerwała pielęgniarka. Moje policzki natychmiast stały się czerwone, na co Zayn zareagował cichym śmiechem.

______________________________________________________________

Zanim powiecie, że jest krótki - jest to część druga, nie cały rozdział, więc ma prawo taki być :)
Starałyśmy się dodać jak najszybciej się dało, ale rózne rzeczy się działy. Rózne, WAŻNIEJSZE, rzeczy i chciałybyśmy, żebyście mieli to na uwadze :)
Przechodząc do samego FF:
-Co myślicie o tym rozdziale?
-Czego oczekujecie po następnym?
-Co chcielibyście, żeby się dalej wydarzyło?
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
M&N

środa, 22 maja 2013

Rozdział 16 cz. I

Rano obudziłam się o piątej i nie mogłam już usnąć. Miałam nadzieję, że wczorajszy wieczór był snem - niestety. Nie miałam pojęcia, co zrobić. Jedno było pewne - ani Zayn, ani Jason nie są mi obojętni. I właśnie to mnie frustrowało.
Żeby uchronić się przed myśleniem przez najbliższą godzinę, postanowiłam wejść na twittera. Wyczytałam tam, że dziś mamy zastępstwo z moją kochaną chemiczką i to na pierwszej lekcji, czyli dwie pod rząd. Cholera. Przeglądając kolejne posty zobaczyłam wpis Zayna "Interesujący wieczór, oby takich więcej! :)x" i mimowolnie się uśmiechnęłam. Ugh, co on ze mną robił? Co oni OBYDWOJE ze mną robili?! Dlaczego nie mogą po prostu wylecieć z mojej głowy?
Po pół godzinnym siedzeniu w internecie stwierdziłam, że zacznę przygotowania wcześniej, żeby poświęcić im więcej czasu. Wyciągnęłam czerwony lakier i pomalowałam nim paznokcie. Kiedy już wyschły, zakradłam się do sypialni, wciąż śpiącej, Eleanor i pożyczyłam  TE buty. Po chwili byłam już ubrana w cały komplet* i zajęłam się twarzą. Zaczęłam od podkładu, później ciemny cień, kreski... Zeszło się dosyć długo.
Ostatnią czynnością było wyprostowanie włosów. Pomyślałam, że teraz idealnie pasowałby mój stary, czarny odcień. Zanim się obejrzałam, było już po siódmej. Szybko spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i próbując się nie zabić w tych butach, zeszłam na dół. Dobrze, że El jeszcze spała, bo chyba nie wyszłabym z tego żywa. Po kilku minutach byłam już na przystanku. Miny ludzi - bezcenne. Nie rozumiałam o co im chodziło, ale się z nich śmiałam. Niektóre mochery reagowały... bardzo negatywnie, ale jakoś mnie to nie obchodziło. Na drodze były ogromne korki, przez co spóźniłam się dwadzieścia minut. Jeszcze lepiej!
Z wielkim uśmiechem na twarzy weszłam do klasy, gdzie podobnie jak na przystanku, wszyscy zwrócili na mnie uwagę. A baba od chemii? Jej twarz prawie zrównała się z kolorem włosów.
-Skylar Black!- wydarła się. -Co to ma być za strój?!
-Nie rozumiem, o co pani chodzi.- udałam niewinną.
-A ten makijaż?! Co ty sobie myślisz?!- krzyczała dalej.
-W tych czasach wiele dziewczyn go nosi, więc nie widzę problemu.- odpowiedziałam spokojnie i z uśmiechem.
-Dosyć tego! Wyjdź z klasy!- warknęła, a ja wykonałam jej polecenie. Kobieta dreptała tuż za mną. -Dziecko, myślisz, że ujdzie ci to płazem?- syknęła, kiedy byłyśmy już na korytarzu. -To, że masz chody u dyrektorki o niczym nie świadczy! Obiecuję ci, że nie zdasz w tym roku, albo wylecisz z tej szkoły. A teraz marsz do klasy i jeśli choć raz przyłapię cię na tym, że nie słuchasz - postawię ci zagrożenie!
Z uśmiechem na ustach przytaknęłam, po czym weszłam do sali.
  Reszta lekcji minęła bez większych rewelacji. Z zadowoleniem wypisanym na twarzy słuchałam chemiczki, żeby jeszcze bardziej ją zezłościć. Kiedy w końcu usłyszałam dzwonek, razem z Amy, z którą ostatnio się zaprzyjaźniłam, opuściłyśmy klasę.
-Widzę, że humor dopisuje.- powiedziała, kiedy siedziałyśmy na schodach.
-A czemu by nie?- uśmiechnęłam się.
-Zobaczymy, czy dalej będziesz tak sądzić, jak nie zdasz z chemii.- zaśmiała się.
-Nie sądzę, żeby naprawdę chciała oglądać mnie rok dłużej!- rozmawiałyśmy jeszcze chwilę, a potem postanowiłyśmy porobić sobie zdjęcia. Jedno z nich wstawiłam na twittera z dopiskiem "ponętnie z @xxamyxx <3". Już chwilę później moje interacje szalały. Oczywiście głównym tematem było zaskoczenie moim wyglądem. Pojawiło się kilka hejtów, typu "dziwka", ale nie zwracałam na to uwagi. Na moją twarz mimowolnie wkradł się ogromny uśmiech, kiedy zobaczyłam tweeta Nialla "nie powinnyście być na lekcji? Sky, nie ładnie się tak malować! #badgurlz". Przy okazji na tablicy przewinął mi się także post Hazzy, który bez oznaczenia mnie napisał "Niektórym dziewczynom nie powinno się dawać kosmetyków i butów na obcasie." Szybko odpisałam "dzięki, Styles! xx" i zaczęłyśmy ponownie zbierać się na chemię.
Spóźniłyśmy się dziesięć minut, jednak widząc minę nauczycielki odczytałam, że nie miała już siły na rozmowę z nami. Tym razem nawet uważałam, przynajmniej się starałam. Co chwilę rozpraszały mnie ambitne sms'y z Harry'm, typu: -Do nauki. -Nie. -Tak. -Nie.

***

Wychodziłam właśnie z piątej już lekcji. Prócz uwag nauczycieli, co do mojego wyglądu, było całkiem w porządku. Razem z Amy zahaczyłyśmy jeszcze o kawiarnię i poszłyśmy do swoich domów.
-Hej... JAK TY WYGLĄDASZ?!- krzyknęła zszokowana El, kiedy tylko weszłam.
-Dzięki za powitanie.- odpowiedziałam, wymijając ją.
-Zadałam ci pytanie!
-Długa historia... Miałyśmy iść na zakupy, pamiętasz?- sprawnie zmieniłam temat.
-Ugh... Ok, ale najpierw idź się przebrać i zmyj tą tapetę!- pogadałam z nią jeszcze chwilę, a potem poszłam na górę. Szybko pozbyłam się makijażu, zrobiłam go od nowa (tym razem zdecydowanie lżejszy) i ubrałam się  w  TO. Kiedy zeszłam na dół, Eleanor już stała przy drzwiach, a po około dwudziestu minutach byłyśmy w centrum handlowym. Od razu rzucilyśmy się w nieograniczony wir zakupów. Po pewnym czasie stało się to trochę męczące, ale przynajmniej odciągało moje myśli od problemów.
Kiedy skończyłyśmy obchodzić część z ubraniami, załadowane tysiącem toreb poszłyśmy do fryzjera, gdzie powróciłam do naturalnej czerni. Nie trwało to długo, a ja byłam bardzo zadowolona z efektu.
Idąc w stronę samochodu, zadzwonił telefon Elki.
-Co?! Ale... jak to?! Kiedy?!- stanęła w miejscu, nerwowo zadawając milion pytań, a ja nie wiedziałam o co chodzi. Bezgłośnie próbowałam się dopytywać, ale uciszała mnie ruchem ręki. -Zayn jest w szpitalu.-
powiedziała cicho, kiedy skończyła rozmawiać. -Słabo z nim.



_____________________________________________________________________


Dum,dum,dummmmm!
To tak:
Jest to pierwsza część,druga pojawi się koło piątku/soboty.
Wolałyśmy podzielić ten rozdział na dwie części mamy nadzieje,że  się nie gniewacie : )
Hmmm co może być Zaynowi? - piszcie w komentarzach !
CZYTASZ=KOMENTUJESZ 
Im więcej komów tym szybciej dodamy rozdział 
M&N

piątek, 17 maja 2013

Rozdział 15.


Rozdział dedykowany Cyganowi/Ani <3
_____________________________

Obudziłam się około 6:30. W, od samego początku, złym nastroju zwlokłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Tam doprowadziłam się do znośnego stanu, ubrałam się i byłam gotowa do zejścia. Po drodze minęłam pokój Eleanor. Wszystkie wspomnienia z poprzedniego wieczoru wróciły, poczułam się jeszcze gorzej niż minutę temu, ale nie miałam zamiaru zacząć normalnie z nią rozmawiać. Przynajmniej nie teraz.

Kiedy byłam już na dole, weszłam do kuchni, zrobiłam sobie kanapki i wyszłam na przystanek.
Po jakiś dwudziestu przekraczałam mury szkoły. Pierwszą lekcją była, jakże fascynująca, historia.

wtorek, 14 maja 2013

WAŻNE!!!

Chciałyśmy wam przekazać, że rozdział byłby już dziś, ale, niewiadomojakimkurwandcjbshcbdscudem, się usunął. Bardzo przepraszamy, ale niestety nie jest to zależne od nas. Jesteśmy złe, bo rozdział był całkiem długi. Postaramy się napisać go jak najszybciej się da. -M&N

niedziela, 5 maja 2013

Rozdział 14.

Obudziłam się rano z wielkim uśmiechem na twarzy. Szybko wstałam z łóżka, jednak przypomniałam sobie, że moją pierwszą lekcją jest chemia. Skrzywiłam  się na samą myśl o nauczycielce, więc znów wskoczyłam do łóżka, żeby "zaspać".
Chwilę później do pokoju wpadł Louis.
-Co ty jeszcze robisz w łóżku? Wstawaj, bo spóźnisz się do szkoły!- zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, usłyszałam kolejny głos dochodzący zza drzwi, na który uśmiech sprzed kilku minut od razu powrócił.
-Daj jej się trochę wyspać. Jedna lekcja nikogo nie uczyni geniuszem, a kto wie, może Sky miała wczoraj noc pełną wrażeń?- do pokoju wsunął się Zayn w samych bokserkach, uśmiechając się zawadiacko.
-Geniuszem może i nie, ale ja wolałbym nie być zamordowany przez Eleanor, kiedy się dowie. A propo snu, co ty tu robisz?- odpowiedział.
-Spokojnie, już sobie idę.- mrugnął do mnie, po czym się wycofał.
Jakimś cudem wybłagałam pójście na drugą lekcję. Ubrałam się*, zrobiłam makijaż i zeszłam na dół. Niektórzy z chłopaków już latali po kuchni, a Harry robił naleśniki. Pośmialiśmy się trochę i kiedy skończyłam jeść, wyszłam z domu.

***

-Hej, Sky!- zawołała Amy, dziewczyna z klasy.
-Co tam?- uśmiechnęłam się, podchodząc do niej.
-Zaraz zaczynamy chemię.- powiedziała z grymasem, krzyżując ręce na piersiach.
-Co kurwa?!- prawie nie wyplułam, akurat pitej, wody.
-Zamieniła się z facetem od geografii.
-Świetnie.
Pogadałyśmy jeszcze chwilę, kiedy zadzwonił dzwonek. Obydwie w "cudownych" nastrojach poszłyśmy w kierunku sali. Usiadłam w ławce i czekałam na tortury. Kiedy rudowłosa nauczycielka weszła do klasy, spojrzała na mnie i już wiedziałam, że dzisiejsza lekcja nie będzie przyjemna. Starałam się skupić, ale po głowie ciągle chodziły mi inne myśli.
-...może Sky?- usłyszałam nagle.
-T-tak?- zająkałam się.
-Odpowiedz na moje pytanie.
-Nie usłyszałam.
-Och, rozumiem. Szlajać się po szkole z celebrytami masz czas, ale uważać na lekcji już nie? W dzisiejszych czasach wszyscy mamy internet, złotko. Dziesięć punktów ujemnych.- po tych słowach coś we mnie pękło i nie wytrzymałam.
-Ze mną przynajmniej ktokolwiek chce wychodzić.- wycedziłam przez zęby.
-Co ty powiedziałaś?
-Nic, nic.- uśmiechnęłam się słodko.
Przez resztę lekcji jej słuchałam, a kiedy co kilka sekund zadawała mi pytania, odpowiadałam na nie poprawnie z satysfakcją patrząc, jak się wścieka.
Kiedy lekcja się skończyła, powolnym krokiem wyszłam z sali.
-Jason!- krzyknęłam, kiedy zobaczyłam chłopaka z daleka. Odwrócił się, a kiedy mnie zauważył zrobił coś, czego nigdy bym się nie spodziewała - uciekł. "Dziwne"- pomyślałam. Może się gdzieś śpieszył? Nieważne, złapię go na stołówce.


*Kilka godzin później*

Minęły jeszcze cztery lekcje, a Jasona ani śladu. Szukałam go wszędzie - w klasach, na sali, stołówce... Po prostu zniknął. Zrezygnowana wychodziłam już ze szkoły, kiedy nagle zauważyłam blondyna kilka kroków przede mną.
-Jason!- krzyknęłam. Odwrócił się i znów przyśpieszył kroku. Tym razem nie miałam zamiaru pozwolić mu uciec. Podbiegłam do niego i złapałam za rękaw.
-Czego chcesz?- warknął wkurzony.
-O.. o co ci chodzi? Zrobiłam coś nie tak?- zapytałam zdezorientowana, na co chłopak chciał się odsunąć. -Jason, porozmawiaj ze mną! Dlaczego się tak zachowujesz?
-Po co w ogóle tracisz czas na rozmowę ze mną?! Wracaj do domu, przecież czeka na ciebie twój chłopak!- po tych słowach odszedł, zostawiając mnie niezdolną do jakichkolwiek słów. Po prostu nie wiedziałam, co powiedzieć. Miał na myśli Zayna? Przecież my nie... ouch. Najpierw baba od chemii, teraz Jason... Dopiero teraz zrozumiałam, że wszyscy doskonale wiedzieli o moim wczorajszym wieczorze spędzonym z Malikiem. Jest członkiem jednego z najpopularniejszych zespołów na świecie, wokół nas musiało się roić od paparazzi!
Zdezorientowana poszłam do domu. Tam zastałam tylko karteczkę z napisem "Jesteśmy na wywiadzie, będziemy koło osiemnastej". Super - nawet nie miałam z kim pogadać.
Po dłuższej chwili postanowiłam iść do fryzjera. Dawno nie robiłam czegoś dla siebie, a niebieskie końcówki powoli zaczynały mnie nudzić. Złapałam taksówkę i po dwudziestu minutach byłam na miejscu.
Gdy usiadłam na fotelu, nie do końca wiedziałam, co zrobić z włosami. Fryzjerka dała kilka propozycji. Raz się żyje! Po jakiejś godzinie zakończyła robotę. Nie było źle. Miałam teraz ciemnoczerwone włosy, które lekko podcięłam. Kiedy zbliżałam się do wyjścia, nagle zobaczyłam JĄ. Perrie właśnie wchodziła do salonu.
Gdy mnie zobaczyła... uśmiechnęła się?
-Hej Sky!- zaczęła.
-Cześć?- byłam lekko zdezorientowana.
-Widzę, że zmieniłaś kolor, ładnie ci w tym.- uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
-Pezz, w co ty grasz? Nie pamiętasz już, jak mnie zwyzywałaś kilka tygodni temu?
-Sky... Chciałam ci to wytłumaczyć, ale wiedziałam, że nie będziesz słuchać. Chodźmy na kawę, wszystko ci wyjaśnię!
-I że niby mam się zgodzić?- skrzyżowałam ręce na piersiach.
-Proszę.- odpowiedziała.
-Ugh, dobra, i tak nie mam nic lepszego do roboty.- rzuciłam i razem z Perrie wyszłyśmy z salonu.

***
-Więc?- zaczęłam, gdy piłyśmy już kawę.
-Strasznie cię przepraszam za tamto... Nie powinnam była tak wybuchać! Byłam zazdrosna i tyle.
-Nie mogłyśmy porozmawiać we dwie? Musiałaś robić awanturę przy wszystkich?
-Sky, poniosło mnie... Naprawdę przepraszam! Zaczniemy jeszcze raz?- zapytała.
-Możemy spróbować.- uśmiechnęłam się lekko.
-Dziękuję! Strasznie się cieszę!- Pezz wstała z krzesła i przytuliła się do mnie. -Musimy to uczcić! Masz czas dziś wieczorem? Wyszłybyśmy do jakiegoś klubu.
-Chciałabym, ale Louis za nic mnie nie puści, a jutro wraca Eleanor.- skrzywiłam się.
-To może w następnym tygodniu?
-Nie ma sprawy.- uśmiechnęłam się. -Dobra, muszę lecieć.- zdjęłam torebkę z oparcia krzesła.
-W razie czego, znasz mój numer.- powiedziała, kiedy znowu się przytulałyśmy.
Szczerze? Nie wiem, dlaczego tak się zachowałam. Może po prostu potrzebowałam kogoś do wygadania się? Po jakiś trzydziestu minutach byłam w domu 1D.
-Cześć.- rzuciłam, zdejmując buty.
-Sky, do cholery, coś ty zrobiła z włosami?!- krzyknął Louis, kiedy mnie zobaczył. Zaczyna się.
-Podcięłam trochę.- spojrzałam na swoje końcówki.
-Masz czerwone włosy.- uśmiechnął się Harry oparty o ścianę.
-Brawo, Sherlocku. Ale fajne są, no nie?- zaśmiałam się.
-Chodź do salonu.- przerwał nam Louis.
-Muszę?- westchnęłam.
-Tak.- powiedział, patrząc na mnie "surowym" wzrokiem.
-Więc?- zapytałam, gdy całą szóstką byliśmy w pokoju.
-Czemu się przefarbowałaś?
-Bo znudził mi się kolor?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Sky, ty chodzisz do szkoły!
-I?
-I to, że nie możesz zmieniać koloru włosów, kiedy tylko chcesz!- zaczął wymachiwać rękoma.
-Coś jeszcze?- zapytałam znudzona.
-Gdzie byłaś po szkole?- zapytał Liam.
-U fryzjera.
-Tylko?- wtrącił się Niall.
-No tak...
-Mogłabyś chociaż nie kłamać!- do "zabawy" przyłączył się Zayn.
-Ok, spotkałam się z Perrie, macie z tym jakiś problem?!- warknęłam.
-Czemu?- zapytał poirytowany mulat.
-To akurat już nie jest twój biznes.- spojrzałam mu w oczy.
-Dlaczego musisz być taka uparta?- zapytał Louis.
-Do jasnej cholery, Pezz mnie przeprosiła, zadowoleni?!- wstałam z kanapy. -Nie będę się wam ze wszystkiego spowiadać!- warknęłam, po czym poszłam do "swojego" pokoju.
Jakim prawem oni chcą mnie kontrolować?! To moje życie, nie ich. Usiadłam na łóżku i wzięłam laptopa. Weszłam szybko na twittera i napisałam "Tylko niektórzy potrafią zjebać humor w 3 minuty :)".
Po jakimś czasie zaczął boleć mnie brzuch - uroki bycia kobietą. Gdy ból narastał, postanowiłam wziąć kąpiel.
Nie pomogło ani trochę, więc powoli zeszłam na dół. Wszyscy oglądali jakiś film.
-Macie coś na brzuch?- zapytałam skulona.
-A co, boli cię?- zapytał Niall.
-Nie, pytam dla zabawy.- odpowiedziałam ironicznie.
-Ma okres, idioto.- powiedział Zayn.
-Hej, ty masz trzy siostry, ja żadnej, skąd miałem wiedzieć?!- bronił się blondyn.
-W kuchni na blacie coś powinno leżeć.- rzucił Malik.
-Dzięki...- odpowiedziałam i poszłam w wyznaczonym kierunku. Nie wiem dlaczego, ale miałam wrażenie, że Zayn kompletnie zapomniał o wczorajszym wieczorze... Rano zachowywał się zupełnie inaczej, niż teraz. Może chodziło o Perrie? No, ale chyba nie był o nią zazdrosny, czy coś... Znalazłam proszki, popiłam wodą i z powrotem poszłam do pokoju. Starając się nie myśleć o bólu, ani o Zaynie, usnęłam.

*Następny dzień*

Sobota. Nareszcie nie musiałam iść do szkoły, co jeszcze bardziej mi odpowiadało, zważając na sytuacje z Jasonem. Kiedy leżałam na łóżku, do pokoju wszedł Louis z tacą.
-Hej Sky, zrobiłem ci śniadanie...- zaraz, co?
-Czego chcesz?- zapytałam, unosząc brew do góry.
-Bo wiesz, dziś wraca El...- wbił wzrok w podłogę.
-Więc?
-I chciałbym cię prosić, żebyś powiedziała o mnie kilka dobrych słów, w razie, jakby pytała...
-Ugh, jesteś niemożliwy. Idź już!
-Ale..
-Tak, powiem jej!- zaśmiałam się cicho. Brunet się uśmiechnął i już odwrócił, żeby wyjść. -Ale chwila! Śniadanie zostaw.- rozkazałam i już po chwili obydwoje zajadaliśmy się naleśnikami.

*Kilka godzin później*


-Jestem!- krzyknęłam, wchodząc do domu.
-Cześć.- powiedziała oschle Eleanor. Zaczyna się.
-Jeśli będziesz wreszczeć, zrób to teraz.- powiedziałam, siadając naprzeciwko niej na kanapie.
-Możesz mi powiedzieć o co chodziło z tą bójką?- zapytała, jeszcze w miarę normalnym tonem.
-O nic, z resztą to już stara sprawa.- machnęłam ręką.
-Sky! Czy jeśli ja z kimś się nie dogaduję to podchodzę do niego i daję mu w twarz?
-Jeśli ta osoba jest suką to...
-Nie.- warknęła.  -Kolejna sprawa, nauka. Możesz mi powiedzieć czemu zawalasz chemię?
-Uwzięła się na mnie i tyle, co mam zrobić?
-Dziewczyno, jak tak dalej pójdzie to zostaniesz w tej klasie!
-El, dam radę!
-Dobra, teraz powiedz mi, czemu masz czerwone włosy?!- zmieniła temat.
-Bo niebieskie mi się znudziły.
-Sky, do cholery, chodzisz do szkoły! Masz siedemnaście lat i nie możesz robić wszystkiego, na co masz ochotę!
-Kiedyś robiłam i każdy miał to w dupie! Czemu teraz starasz się mnie kontrolować?!- podniosłam głos.
-Bo nie chcę, żebyś znów spadła na dno!- również zaczęła krzyczeć.
-A skąd wiesz, że nie chcę?- wstałam, patrząc jej w oczy. Tak naprawdę sama nie wiedziałam, dlaczego to mówiłam, nie myślałam już nad tym.
-Gdybyś chciała, to nie dzwoniłabyś do mnie po nocach z płaczem po heroinie! Jakoś każdy miał cię w dupie, ale jak ja... Nieważne.- urwała.
-No powiedz! Skończ, co zaczęłaś!- wrzasnęłam.
-Sky!- wydarła się. Pierwszy raz widziałam ją w takim stanie. –Chcesz wiedzieć?! Dobrze, powiem ci! Myślisz, że nikt nie wiedział, że bierzesz? Że jak co kilka minut łaziłaś do kibla, jak wychodziłaś po nocach, myślisz, że nikt nie wiedział o co chodzi?! Połowa rodziny wiedziała, że ćpasz, ale mieli to w dupie! A twoja matka była tak zaślepiona tym swoim kochankiem, że pozwoliła ci stoczyć się na samo dno! Ja cię przygarnęłam, a nie musiałam! Mogłam patrzeć z boku, jak cała reszta! Więc bądź, do cholery, choć trochę wdzięczna, bo mi na tobie zależy i nie chcę, żebyś znowu była w takim stanie!- po jej twarzy zaczęły spływać łzy. Dopiero po chwili dotarły do mnie jej słowa. Również zaczęłam płakać. Nikt nie chciał mi pomóc. Byłam... nikim.
_________________________________________________________________________________



Heloł!
To tak:
Straaaaaaasznie przepraszamy,że nie było rozdziału tak jak obiecałyśmy ale całą majówkę spędziłam na działce (słaby zasięg o necie zapomnijcie) wiec nie było jak tego ogarnąć ;/
Co do kolejnego to nie wiemy kiedy będzie, bo ja jadę na zieloną szkołę (do nauki lamusy ^^) ale tam postaram się to pisać z moimi "doradcami".
Jeśli macie jakiś pomysł to napiszcie w komentarzu !
To chyba na tyle więc ostatnia zasada :
CZYTASZ = KOMENTUJESZ 
Do następnego ! M&N

piątek, 26 kwietnia 2013

Rozdział 13.

Specjalna wiadomość dla Oli Horan: Wszystko jest możliwe, guurl :) 
______________________________________

Rano obudził mnie piskliwy dźwięk budzika. Zwlokłam się z łóżka, wyklinając na Eleanor za zapisanie mnie do szkoły. Kilkanaście minut później byłam już ubrana* i umalowana.
Kiedy przechodziłam przez korytarz otworzyły się jedne z drzwi. Stanął w nich nie kto inny, a Zayn. Ciekawe, co robił na nogach o tej godzinie. Specjalnie na mnie czekał, czy co?
-Sky, możem...- uciął, kiedy minęłam go bez słowa. -Sky!- powtórzył, ale już schodziłam po schodach na dół. Nie chciałam z nim rozmawiać. Gdybym tylko mogła cofnąć czas... Ugh, nigdy bym mu tego nie powiedziała. I to jeszcze przy całym zespole! Nie wiem, jak mogłam to zrobić.
Przez przypominanie sobie poprzedniego wieczoru przestałam mieć ochotę na śniadanie. Zgarnęłam torbę i najpotrzebniejsze rzeczy. Przy samym wyjściu zauważyłam full cap'a Nialla, leżącego na stoliku. Postanowiłam go "pożyczyć", po czym wyszłam z domu.
Pierwszy raz w historii mojej londyńskiej edukacji zdążyłam na autobus (yaaay). Usiadłam obok jakiejś staruszki, kiedy zawibrował telefon.

Od: Malik
Treść: Przepraszam...

Uśmiechnęłam się pod nosem. Świetne wyczucie czasu, brawa dla tego pana! Rzuciłam telefon na dno torebki, ale znowu przyszedł sms.

Od: Malik
Treść: Sky, nie olewaj mnie. Daj mi szansę, wszystko wyjaśnię.

Trochę jakby mnie zdradził, czy coś. Ostatecznie postanowiłam, że nie będę czytać kolejnych wiadomości, których przyszło jeszcze z dziesięć.

***

-Sky!- odwróciłam się i zobaczyłam Jasona, który już po chwili był obok mnie.
-Cześć.- przywitałam się z nim standardowym buziakiem w policzek.
-Oszalałaś?!- nagle spoważniał.
-Chodzi ci o wczoraj? E tam, nie przesadzajmy.- wywróciłam oczami.
-Zrobiła ci coś?
-Lekko poobijane plecy, nic się nie stało.
-Nie mogę z tobą. Chodź, nie pozwolę, żebyś jeszcze miała przypał u nauczycieli.- pociągnął mnie za rękę w stronę sali od biologii.
Gdy tylko weszłam, spotkałam się z wzrokiem KAŻDEGO ucznia w klasie. W większości wyrażał podziw. Spojrzałam dumnie na Vanessę, która od razu spuściła wzrok. Uśmiechnęłam się pod nosem i usiadłam w ławce.
Lekcja minęła wyjątkowo zabawnie, co chwila dostawałam karteczki z napisami "Dobra robota", "Od zawsze chciałam jej przywalić", "#TeamSky". Nawet nauczycielka traktowała mnie inaczej. Bardziej dojrzale. No chyba się mnie nie bała? Nieważne.
-Jak ci minęła biologia, bad girl?- o mało co nie dostałam zawału, kiedy Jason podszedł do mnie, gdy brałam swoje rzeczy z szafki.
-Po pierwsze: nigdy więcej mnie nie strasz, po drugie: cudownie.- uśmiechnęłam się szeroko. -To co, idziemy na obiad?
-Pewnie.-odwzajemnił uśmiech, wziął mnie za rękę i poszliśmy w kierunku stołówki.
-Hej. Chciałem powiedzieć tylko... Gratuluję.- zaczepił mnie chłopak z równoległej klasy, kiedy szliśmy
przez korytarz.
-Emm, dzięki?- popatrzyłam na niego zdziwiona, ale chwilę później zrobiło mi się miło.
-Jesteś sławna, czy coś? Może powinienem się przy tobie jakoś lepiej ubierać?- zakpił Jason, kiedy chłopak odszedł.
-Zamknij się.- zaśmiałam się, popychając drzwi wejściowe do stołówki.
-Jacy oni właściwie są? One Direction?- zapytał nagle, kiedy brałam kolejny kęs tajemniczego mięsa.
-Po co pytasz?
-Z ciekawości. Więc?
-No... Liam to niby ten odpowiedzialny, ale i tak często odwala jakieś idiotyzmy. Harry... no cóż, poznałeś go już. Louis - chłopak mojej kuzynki, najstarszy, najbardziej ześwirowany. Niall, irlandczyk, słodki, uśmiechnięty, przyjacielski. I...
-Zayn.- dokończył, kiedy się zawiesiłam.
-Tak, Zayn... Arogancki, myśli, że może wszystko, zadufany w sobie dupek.
-Aż tak źle?
-Nie pytaj.
-Skoro nie chcesz. Kończysz już?- zapytał, zmieniając temat.
-Tak, możemy iść.- odpowiedziałam, po czym wstałam, zgarniając torbę z oparcia krzesła. -Dzięki.
-Za co?- zdziwił się.
-Ogólnie.- uśmiechnęłam się i minęłam go, a następnie udałam się w kierunku wyjścia.

***

-Wróciłam!- krzyknęłam, kiedy weszłam do domu chłopaków. 
-No wreszcie! Tak jak myślałem... To chyba mój full cap.- podszedł do mnie Niall, zdjął czapkę z mojej głowy i założył na swoją.
-I tak mnie kochasz.- pokazałam mu język.
-Sky, możemy porozmawiać?- odwróciłam się, żeby zobaczyć stojącego w drzwiach Zayna.
-Nie.- już chciałam go minąć, ale złapał mnie za ramię.
-Proszę.- spojrzał mi w oczy.
-No dobra. Czego chcesz?
-Wiem, że to nie na miejscu, ale zrób coś dla mnie i pozwól mi się gdzieś zabrać.
-Powtórzę - nie.
-Sky.- powiedział twardo.
-Gdzie?
-Nie mogę ci tego powiedzieć.
-Ale jak tylko będę chciała, wracam do domu.- powiedziałam, po czym pozwoliłam mu się prowadzić. 
Chwilę później siedziałam już w jego samochodzie.
Cała droga minęła w krępującej ciszy. Zayn kilka razy starał się ją złamać, ale odpuszczał, widząc moje zaangażowanie. 
-Jesteśmy.- powiedział cicho, zatrzymując się na totalnym odludziu. Wyszedł z auta i otworzył mi drzwi.
-Co my tu robimy?- zapytałam oschle.
-Spójrz tam.- wskazał palcem na odległe miejsce. Dopiero po chwili zorientowałam się, o co chodzi. Po środku niczego stał ogromny balon.
-Chyba nie myślisz, że...
-Tak właśnie myślę.- uśmiechnął się, pierwszy raz od dawna. -No chodź!- zachęcał, kiedy nie zobaczył u mnie żadnej reakcji.
-Nie ma mowy, żebym tam weszła.
-W takim razie nie pozostawiasz mi wyboru.- podszedł do mnie i zupełnie niespodziewanie przerzucił sobie przez ramię.
-Zayn! ZAYN, PUŚĆ MNIE!- sama nie wiem czemu, ale po prostu zaczęłam się śmiać.
-Dopiero wtedy, kiedy będziesz tam zamknięta.- również się zaśmiał. 
Kiedy wreszcie odzyskałam grunt pod nogami, lekko uderzyłam go w klatkę piersiową. Mimo moich (bardzo głośnych) sprzeciwów, Zayn pomajstrował coś przy balonie i po chwili unosiliśmy się w górę. Staliśmy przez chwilę w ciszy, patrząc sobie w oczy. 
-Przepraszam.- powiedział nagle. Nie byłam w stanie nic odpowiedzieć. Zbliżyłam się do niego i mocno przytuliłam. Na początku był zszokowany, ale gdy tylko to do niego doszło także przycisnął mnie do siebie. Pozwoliliśmy tej chwili trwać jeszcze jakiś czas, a do końca dnia rozkoszowaliśmy się pięknymi widokami i swoją obecnością.

____________________________________________
:D
Wiemy, że dziś krótki, ale obiecałyśmy, że wstawimy po 20 komentarzach i chciałyśmy dotrzymać umowy. 
Zaczyna się układać!!! :)
Dziękujemy za wszystkie komentarze i jak zwykle prosimy o OPINIĘ I POMYSŁY NA NASTĘPNE ROZDZIAŁY.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Następny PO 30 KOMENTARZACH!!

środa, 24 kwietnia 2013

Rozdział 12.

Obudziłam się, kiedy zegarek wskazywał 10:00. Zdecydowanie zbyt wcześnie, jak na położenie się o piątej, ale weź tu śpij, kiedy z dołu ciągle słychać wrzaski. Czy oni naprawdę nie mają własnego domu?!
Jakoś zwlokłam się z łóżka i ubrałam w to. Nie chciało mi się schodzić na dół (Zayn), więc postanowiłam wejść na twittera. Odpaliłam laptopa i już po chwili uśmiechałam się czytając dziesiątki postów typu "Było świetnie!", "Ash rzyga do tej pory...", "Jason, kiedy powtórka?". Kilka z nich przekazałam dalej, a sama wystukałam: "Dzięki za zaproszenie, J! Czekam na kolejną. xx". Sprawdziłam jeszcze kilka stronek, ale ostatecznie postanowiłam zejść na dół. To mój dom, jakimi prawami miałabym czuć się tu nieswojo?
-Hej.- rzuciłam wszystkim na powitanie.
-Jak było?- zapytała El, siadając przy stoje na przeciwko mnie.
-Hmm...- w tej chwili spojrzałam na Zayna, który wyglądał na zaciekawionego odpowiedzią. -Zajebiście!- uśmiechnęłam się szeroko.
-No to opowiadaj!- zachęcał Niall.
-Było dużo ludzi, dobra muzyka...
-...Jason...- dodał Harry, na co zjechałam go złowieszczym spojrzeniem.
-To jego impreza, chyba oczywiste, że tam był...- syknęłam.
-Sky, to są ZDJĘCIA* z tej imprezy?- zapytał Liam, podając mi telefon z otwartym albumem.
-Emm... Wiesz, no... Więc...- zbawienny dzwonek do drzwi. Czym prędzej pobiegłam w ich kierunku. -JASON?- krzyknęłam, mocno akcentując, żeby na pewno WSZYSCY w kuchni  usłyszeli. -Co cię tu sprowadza?- zapytałam już spokojniej.
-Zostawiłaś u mnie opaskę.- uśmiechnął się, wyciągając zza pleców przedmiot do włosów.
-Ojej, dzięki. Mogłeś przynieść mi do szkoły... Właściwie, skąd wiedziałeś, że to akurat moja?
-M...Miałaś ją na sobie, kiedy robiliśmy projekt.- wbił wzrok w podłogę.
-Jeszcze raz dziękuję. Wejdziesz?- zapytałam z uśmiechem.
-Pewnie.
Pociągnęłam go za rękę w w kierunku kuchni.
-Jason! Mój bracie!- Harry od razu zszedł z krzesła i przytulił blondyna.
-Yhh... Hej.. H...
-Harry!- dokończył lokowaty. -Łamiesz mi serce!
-Przepraszam.- powiedział teatralnie Jason, na co wszyscy się roześmialiśmy. Cóż, wszyscy z wyjątkiem jednej osoby.
-Co tu robisz tak wcześnie?- bąknął siedzący na rogu stołu Zayn.
-Przyszedłem oddać Sky...
-Nie musisz się mu tłumaczyć.- przerwałam. -Zayn najwyraźniej ma ze sobą jakiś problem i będzie musiał się z nim uporać.
-To co Jason, kiedy robisz kolejną domówkę? Ilu gimnazjalistów upije się jednym piwem?- drwił z gościa, jakby nie usłyszał, co właśnie powiedziałam.
-Nie jestem pewien, ale na pewno będziesz wśród nich.- uśmiechnął się.
-Bardzo zabawne. Lepiej uważaj.- warknął Malik.
-Bo wytatuowany koleś z żelem na głowie mi coś zrobi?
-Co ty powiedziałeś?!- mulat od razu poderwał się w miejsca.
-Słyszałeś. Jesteś mocny tylko w gębie, a gdy przychodzi co do czego to tchórzysz.- obydwaj zbliżyli się do siebie na niebezpieczną odległość.
-Chłopaki, dosyć...- próbował łagodzić sytuację Louis.
-Zaraz obiję ci tą pyskatą mordę.- wycedził Zayn.
-Powiedziałem dosyć!- krzyknął Lou i w ostatniej chwili przed zamachem Malika, rozdzielił chłopaków. -Myślę, że najlepiej będzie, jak już pójdziesz.- powiedział do Jasona. Ten posłusznie wykonał jego prośbę, po drodze całując mnie w policzek. Wyjątkowo długo.
-Pojebało cię?!- wrzasnęłam, kiedy wyszedł.
-Czemu masz pretensje tylko do mnie?! Nie widziałaś jego zachowania?!- zawzięcie bronił się Malik.
-A kto to zaczął? Zayn, cholera, co się z tobą dzieje?!
-To nie moja wina, że mnie wkurza!
-Ty mnie też, ale to nie powód, żeby od razu iść do niego z pięściami!
-Każdy ma swoje sposoby na stres.- uśmiechnął się, co jeszcze bardziej mnie rozwścieczyło.
-Ja nie przypierdalam się do twoich znajomych!
-Nie przesadzaj, ok?
-Zayn, czy ty naprawdę uważasz, że nic się nie stało?! O mało co się nie pobiliście!
-No. Tak jakby.- wzruszył ramionami.
-Urgh, mam dość!- wyszłam z kuchni, trzaskając drzwiami i poszłam do swojego pokoju.

*Perspektywa Zayna*

Ten dzieciak mnie wkurwiał. Czy byłem zazdrosny? Proste, że nie! Po ostrej wymianie zdań ze Sky pojechaliśmy do domu. Tam oczywiście nie obyło się bez wykładów. Miałem to w dupie, nastawienia do tego gówniarza i tak nie zmienię.
-Idziesz dziś gdzieś?- zapytał Niall, kiedy siedziałem na kanapie.
-Tak, a co?
-Nie pij za dużo.
-Oczywiście.

*Parę godzin później*

Właśnie przechodziłem przez bramkę jednego z najlepszych klubów w Londynie. Alkohol, DJ i piękne dziewczyny - czego więcej potrzeba? Gdy siedziałem przy barze dosiadła się do mnie pewna blondynka - nawet ładna. Co prawda od cholery makijażu, ale w tym momencie mi to nie przeszkadzało.
-Drinka?- zaproponowałem.
-Chętnie.- uśmiechnęła się słodko.
-A może wolałabyś...
-Nie pieprz tyle, po prostu mnie pocałuj, ok?- zaskoczony jej podejściem, uśmiechnąłem się zadziornie i wypełniłem rozkaz. Następne kroki poszły zadziwiająco szybko. Kilkadziesiąt minut później wysiadaliśmy z mojego samochodu, a stamtąd droga prowadziła prosto do sypialni. Zayn wraca do gry, suki.

*Ranek, perspektywa Sky*

Obudziłam się, kiedy dochodziła szósta. Nie wiem, co się ze mną działo, najwyraźniej kłotnie i stres nie pomagały w spokojnym śnie. Ogarnęłam się i ubrałam w to. Ciągle dręczyła mnie jedna myśl: co teraz? Co powinnam zrobić? Udawać, jak Malik, że nic się nie stało? No właśnie, Zayn... Urgh, muszę z nim w końcu porozmawiać. Mam już serdecznie dość kłótni. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się podać ręki jako pierwsza, ale... Kiedyś musi być ten pierwszy raz.
Kiedy byłam już w pełni gotowa, zeszłam na dół zjeść śniadanie. Eleanor oglądała jakiś poranny program w telewizji i nie chciało jej się mnie podwieźć - cudownie. Wolałam szybko załatwić po drodze sprawę z Zaynem, a później iść na drugą lekcję. Ewentualnie nie iśc wcale. Oczywiście nie mogłam jej tego powiedzieć, więc posłusznie wyszłam z domu, ale zboczyłam z drogi prowadzącej do szkoły.
Po dobrych trzydziestu minutach byłam pod posiadłością chłopaków. Zapukałam ostrożnie, a w drzwiach prawie od razu stanął Liam.
-A ty nie w szkole?- zapytał na wejściu.
-A ty ślepy? Nie widać?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Z tego co się zorientowałam, reszta wciąz spała. Minęłam Liama, kiedy chwycił mnie za rękę. –Co jest?- zapytałam zdezorientowana.
-Nie chcesz tam wchodzić.
-O co ci chodzi, Payne?- spojrzałam na niego dziwnie, wyrwałam się z uścisku i poszłam w stronę schodów.
-Sky!- krzyknął, kiedy byłam już na górze.
Stanęłam przed drzwiami na końcu korytarza i nagle zorientowałam się, że tak naprawdę nie mam pojęcia, co mu powiem. Ale jedno było pewne – nie mogłam się wycofać. Zapukałam cicho i weszłam. Zayn leżał jeszcze w łóżku. Był zakryty kołdrą tylko od pasa w dół, miał na sobie tylko bokserki (chyba). Mogłabym patrzeć na niego godzinami... Ale nie o to tu chodzi.
-Sky? Co ty tu robisz?- był wyraźnie zdziwiony, ale też lekko przestraszony. Od razu poderwał się z miejsca, odsłaniając jeszcze większą ilość tatuaży... SKY, CHOLERA!
-O co wam wszystkim dziś chodzi? Ech, nieważne. Musimy sobie coś wyjaśnić.- zaczęłam.
-Zaynee, gdzie masz szczo...- usłyszałam piskliwy głosik, dochodzący zza moich pleców. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się, czy chcę wiedzieć, do kogo należał. Odwróciłam się na pięcie i poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Przede mną stała Vanessa w całej okazałości. Musiała własnie wychodzić z łazienki. Już sekundę później smutek przerodził się w złość. Czy on spał z tą szmatą?!
-Widzę, że masz gościa. Może nie będę przeszkadzać.- zmierzałam do wyjścia, kiedy odezwała się ona.
-Och, Sky, miło cię widzieć.- powiedziała, słodko się uśmiechając. Słowa nie są w stanie opisać, co miałam ochotę z nią zrobić.
-Zaraz... To wy się znacie?!- odezwał się w końcu zdezorientowany mulat.
-Tak, „Zaynee”, chodzimy do jednej klasy.- powiedziałam najspokojniej jak umiałam, a nawet wysiliłam się na mały uśmiech, chociaż w środku znów byłam bliska płaczu.
Na szczęście emocje wzięły górę dopiero, kiedy wyszłam z pokoju. Szłam po schodach wycierając łzy w rękaw, kiedy wpadłam na Liama.
-Sky, przykro mi... Mówiłem...
-Skończ. Po prostu skończ.- warknęłam i mijając go wyszłam z domu.
JAK ON MÓGŁ? I to jeszcze Vanessa! Naprawdę? Czy wszystko musi zwalać się na mnie w jednym momencie?! Tyle dziewczyn na tym świecie, ale nie, dlaczego by nie wybrać sobie mojego największego wroga?! Jeśli ta szpachla pojawi się dziś w szkole... Nie ręczę za siebie. A on? Że niby nie wiedział o tym, że się znamy? Jasne. Zrobił to specjalnie i tyle. Miałam ochotę odciąć od siebie wszystkie myśli i uczucia. Na szczęście zanim się obejrzałam, byłam już w szkole. Tak jak myślałam, akurat zaczęła się druga lekcja. Niestety zbyt dużo z niej nie skorzystałam, moje myśli ciągle były w sypialni Zayna. Byłam zazdrosna? Sama już nie wiem... Gdy zobaczyłam ich razem miałam ochotę zrobić mu awanturę, a jednocześnie wybuchnąć płaczem. Gdy tylko usłyszałam dzwonek, szybko wybiegłam z klasy. Dzięki Bogu od razu zobaczyłam osobę, której szukałam – Jason stał przy mojej szafce.
-Hej.- uśmiechnęłam się słabo i pocałowałam go w policzek.
-Cześć.- odwzajemnił uśmiech.
-Słuchaj... Strasznie cię przepraszam za wczoraj. Nawet nie wiesz, jak mi wstyd za tego idiotę!
-Sky, nie ma sprawy.- przytulił mnie. Niestety nie mogliśmy zbyt długo porozmawiać, bo po kilku chwilach rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
Gdy nauczycielka rozpisywała na tablicy jakieś wzory, ktoś wszedł do klasy. Ktoś = Vanessa. Natychmiast spojrzała w moją stronę z wielkim uśmiechem. Gdyby nie fakt, że byłam w szkole, po prostu bym ją zajebała.
Kiedy wreszcie wyszłam z klasy, kątem oka zobaczyłam blondynkę szukającą swoich koleżaneczek.
-Brawo!- zaczęłam klaskać, powoli do niej podchodząc. -Jesteś aż tak zdesperowana, że wskakujesz obcym ludziom do łóżka?- "zupełnie przypadkowo" podniosłam ton.
-Zazdrosna? Czyżbym trafiła w twój słaby punkt? Mogę pocieszyć cię jedynie tym, że jest dobry.- uśmiechnęła się słodko.
-Zamknij się.- wysyczałam.
-Coś się stało, Sky? Och, a kiedy tak mocno złapał mnie w pasie i rzucił na łóżko...
-Jesteś zwykłą szmatą! Zrobiłabyś wszystko, żeby mnie dobić, co?- wybuchłam.
-Skarbie, mogłaś nie zaczynać... A masz czego zazdrościć, będą wspominała tę noc...- nie dokończyła, bo w tym momencie z całej siły uderzyłam ją w twarz. Zaczęłyśmy się szarpać, a Vanessa rzuciła mnie na szafki. Poczułam ostry ból, jednak to wzbudziło we mnie jeszcze większą wściekłość. Oczywiście, kiedy już do niej podchodzilam, ktoś musiał zareagować. Rozdzieliła nas dwójka nauczycieli. Zapewne zauważyli mały tłumik, który zebrał się wokół nas. Czuję kłopoty.
Najpierw zaprowadzili mnie do pielęgniarki. Nie wiem jak, ale miałam tylko lekko rozciętą wargę, podobnie jak ta szmata. Następnym przystankiem był, coraz lepiej mi znany, gabinet dyrektorki.
-Możesz mi powiedzieć, jak do tego doszło?!- tym razem kobieta nie była już taka miła.
-Pokłóciłyśmy się.- odpowiedziałam.
-Skylar, jest różnica między kłótnią, a bójką!
-Jak dla kogo.- warknęłam.
-Nie tym tonem, młoda panno. Za pierwszym razem ci przebaczyłam, jednak w tej sytuacji muszę powiadomić twoich opiekunów prawnych. Na dodatek, niepokoją mnie twoje oceny.
-Ostatnio dostałam 3, to chyba dobrze?
-Tak, gratuluję, ale z innych przedmiotów masz prawie same jedynki.- spojrzała na mnie spod okularów. -Pamiętaj, że możesz powtarzać klasę.
-Mhm, mogę już iść?
-Tak, zaraz zadzwonię po Eleanor. Zaczekaj na korytarzu.
Usiadłam przed pokojem. Żałowałam tego, co się stało? Nie. Mogła mnie nie wkurzać. Ostatni raz wpadłam w podobną furię, kiedy nie chcieli mi sprzedać kokainy, rok temu.
Byłam potwornie wściekła, zarówno na nią, jak i na Zayna. No właśnie, co z nim? Nienawidziłam się za to, ale czułam, że zaczyna mi na nim zależeć...
-Sky!- nagle zobaczyłam Louisa.
-Co ty tu robiz?!- zapytałam zdziwiona.
-El pojechałam do Manchesteru, bo jakaś wasza ciotka jest w szpitalu.- zaczął. -Dziewczyno, co ty odpierdalasz?!- podniósł lekko głos.
-Nie przesadzaj.- wywróciłam oczami, co jeszcze bardziej go wkurzyło.
-Nie mam do ciebie siły... Poczekaj tu.- powiedział i zniknął za drzwiami dyrektorki.
Wyszedł po niecałych dwudziestu minutach.
-Chodź.- posłusznie udałam się za nim, a po chwili byliśmy w jego samochodzie. -Możesz mi powiedzieć, o co chodzi?- zapytał już spokojniej, kiedy staliśmy na światłach.
-O nic.
-Bijesz się "o nic"?
-Jezus, Lou, nie chcę o tym rozmawiać.- warknęłam
-Co ci się stało?-zapytał po chwili niezręcznej ciszy.
-Co?- nie wiedziałam, o czym mówił.
-Masz rozciętą wargę.- wskazał na dolną część moich ust.
-Z bójek nie wychodzi się bez zadraśnięć. Jeszcze troche bolą mnie plecy, ale to nic w porównaniu do tej szmaty, której pewnie brakuje połowy włosów.- uśmiechnęłam się.
-Sky, cholera, pilnuj się.- upomniał mnie.
-Dobra, nieważne, kiedy będzie Eleanor?
-Prawdopodobnie pod koniec tygodnia, więc jedziesz do nas.
-Nie!- podskoczyłam na siedzeniu. -Lou, dam radę.
-Chciałem cię zostawić samą, ale w takiej sytuacji El prędzej by mnie zabiła.
-Ona o tym nie wie?- zapytałam z lekkim uśmiechem.
-Nie, ale zaraz się dowie. Ty pójdziesz się spakować, a ja do niej zadzwonię.- powiedział stanowczo, parkując po moim domu.
-Dzięki.- warknęłam.
Po chwili byłam już w pokoju. Szybko przebrałam się w to, bo zaczęło robić się coraz cieplej. Poprawiłam też lekko rozmazany makijaż. Wzięłam ciuchy, kosmetyki... wszystko.
Świetnie - trzy dni z Zaynem, a do tego Louis właśnie rozmawiał z El.
-Trzymaj.- podał mi komórkę, kiedy ponownie znalazłam się w jego samochodzie.
-Dziewczyno, co ty wyrabiasz?!?! Nie ma mnie dwie godziny, a ty już odwalasz jakieś akcje?! I to jeszcze SIĘ BIJESZ?!- usłyszałam hałaśliwy głos kuzynki po drugiej stronie.
-El, uspokój się. I hej.
-Nic ci się nie stało?- dopytywała.
-Mam tylko rozciętą wargę.
-TYLKO?! Może jeźdźcie z Lou do lekarza?
-To ledwie widać, opanuj się.- powiedziałam znudzona.
-Masz siedzieć u chłopaków do końca tygodnia i nigdzie nie wychodzić, a jak wrócę to porozmawiamy.
-Taa...-wywróciłam oczami. Czasem zachowywała się gorzej od mojej matki. W niektórych momentarz chyba nawet wolałam mamę, bo się mną nie przejmowała.
-Gotowa?- zapytał Tomlinson, kiedy skończyłam rozmowę.
-Skoro muszę.- skrzywiłam się.
Gdy weszliśmy do posiadłości chłopaków Zayna na szczęście nie było.
-A Sky nie miała nocować u siebie?- zapytał Niall.
-Nie wkur...
-Sky!- znów upomniał mnie Louis. Co im przeszkadza przeklinanie? -Nasza kochana dziewczynka pobiła się dziś w szkole.- oświadczył, na co wszyscy spojrzeli w moją stronę.
-No co?- opadłam na kanapę.
-O co poszło?- zapytał się Harry.
-Nie twoja sprawa.- warknęłam.
Po chwili drzwi się otworzyły, a stanął w nich Malik. Cały gniew, jaki czułam rano i później w szkole znów się skumulował.
-Co ona tu robi?- spojrzał na Louisa.
-Ona ma imię.- uśmiechnęłam się słodko, wyprzedzając wyjaśnienia Lou.
-Serio? Nie wiedziałem.- warknął ironicznie.
-Zaczyna się...- westchnął Liam. No cóż - miał rację.
-Tak, Sky, nie wiem czy pamiętasz.- zaczęłam. -Bo pewnie wolałbyś "Vanessa".- mulat wyraźnie się zdenerwował.
-Co cię, do cholery, obchodzi z kim się zadaję, a tym bardziej z kim sypiam?! W ogóle, od kiedy przestałaś mieć mnie w dupie, co?!- oboje zapomnieliśmy, że dookoła jest jeszcze czwórka ludzi.
-A może po prostu mi na tobie zależy, idioto?!

_________________________________________________
Tamtararam
Jak zwykle nie wiem, co tu napisać, więc po prostu podziękuję w imieniu z swoim i Martyny za wszystkie komentarze, szczególnie te długie, przy których nie da się nie uśmiechnąć <3 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Wspólnie doszłyśmy do wniosku, że następny rozdział będzie dodany PO 20 KOMENTARZACH.
Prosimy też o nie pisanie kilku pod rząd z anonima, bo to naprawdę widać. Doceniamy starania, ale wolimy szczerość :)